XXXI - II wersja
Listonosz jechał za intruzem zachowując rozsądny duży dystans pomiędzy samochodami. Był przekonany że intruz jedzie do Stawigudy, gdzieś może do jakiegoś domu, firmy - tam gdzie być może intruz zabrał ciało Jana. A nawet jeśli to nie on zabrał ciało przyjaciela to był przekonany, że intruz naprowadzi go na jakiś trop, może w miejscu do którego zmierza intruz zobaczy coś, co da mu jakąkolwiek wskazówkę, potrzebną do odnalezienia ciała Jana. Listonosz skrócił dystans pomiędzy pojazdami krótko przed pierwszymi zabudowaniami Stawigudy, chciał mieć pewność że nie straci intruza z pola widzenia. Samochód terenowy intruza przemieszczał się ul. Olsztyńską, minął jedyne w centrum Stawigudy małe rondo wybudowane gdzieś dwa- trzy lata temu, po chwili minął stację benzynową i dalej jechał w kierunku Olsztynka.
- Dokąd ty kurwa jedziesz? – myślał przejęty Listonosz.
Na wysokości wsi Miodówko intruz skręcił w lewo, wjechał w drogę asfaltową wiodącą przez wieś. Przez wieś jechał bardzo powoli, między innymi dlatego że na drodze był stosunkowo duży ruch, kilka samochodów zaparkowanych na na jezdni blokowało płynny przejazd, ponadto na jezdni leżały obiekty infrastruktury drogowej tzw. „śpiący policjant”. Po chwili pojazdy minęły wieś, na jej krańcu przy wiejskiej kapliczce intruz skręcił w lewo. Droga asfaltowa nagle się skończyła, dalej w las wiodła droga polna biegnącą wzdłuż niewielkiej rzeczki Pasłęka. Samochód intruza oraz Listonosza z każdą sekundą, każdą minutą wjeżdżały dalej głąb lasu, przy czym Listonosz robił to wolniej, chcąc zwiększyć dystans pomiędzy pojazdami , po to aby nie rzucać się intruzowi w oczy.
W miejscu gdzie droga, poprzez wysoki nasyp, przecinała rzekę Pasłęka Listonosz zauważył, że samochód intruza stoi na poboczu, prawdopodobnie zatrzymał się na włączonym silniku, widoczne były włączone czerwone tylne światła. Listonosz postanowił z ostrożności nie zatrzymywać się, przejechał nasyp, minął samochód intruza i gdy był na jego wysokości zauważył ze samochód jest pusty – nie ma w nim kierowcy. Mimo to postanowił jechać dalej i zatrzymać się w miejscu, które nie powinno przyciągać uwagi. Po zatrzymaniu się gdzieś przy gęstych zaroślach wysiadł z pojazdu i udał się szybkim krokiem w kierunku nasypu, tutaj sytuacja nie uległa zmianie, nadal samochód intruza stał bez kierowcy i z włączonym silnikiem. Listonosz postanowił zejść z nasypu w stronę rzeki, był pewien że tylko tam mógł udać się intruz. Gdy był przy samej rzece jego oczom ukazał się stary wodny tunel biegnący w głąb nasypu, na którym przed chwilą się znajdował (tunel wybudowany w latach 30-tych ubiegłego stulecia do szybkiego i kontrolowanego zrzutu wody z jeziora Pluszne do Miodówka i dalej, po to aby zalać drogę Warszawa-Olsztyn, w celach obronnych, sabotażowych etc.). Wejście do tunelu było teoretycznie zakratowane, teoretycznie, albowiem kilka szczebli metalowych zostało wyrwanych, co umożliwiało „wślizgnięcie się” do środka tunelu.

Gdy Listonosz już zamierzał przejść przez niewielki otwór usłyszał z tyłu głos:
- Kogoś Pan szuka?
Gdy próbował się odwrócić i zareagować na niezręczne pytanie poczuł potężne uderzenie w głowę, obraz stracił ostrość, pojawiła się ciemność….
………………………………………………………………………………………………………………...
Pobudka chłopczyku, pobudka… pobudka – Listonosz słyszał jak ktoś krzyczał mu nad głową, przy okazji uderzając go mocno pięścią w twarz. Listonosz zaczął odzyskiwać przytomność, otwierał oczy powoli, obraz jednak nadal pozostawał zamglony – niewyraźny.
- Masz twardy łeb kolego i jak na listonosza jesteś bardzo dobrze zbudowany. Wiesz ile mnie kosztowało wysiłku, aby ciebie tutaj zaciągnąć nieprzytomnego. Kurwa trwało to całą wieczność ale jak widać na załączonym obrazku udało się.
- Gdzie ja jestem – spytał Listonosz.
- Witam w moim królestwie. Dla zaspokojenia twojej ciekawości jesteśmy dokładnie gdzieś pośrodku tunelu zalewowego w Miodówku. Wiesz to taka moja nora - tutaj się chowam przed światem, czasami pomieszkuję, no bo są same plusy - z dala od ludzi, co pozwala mi się wyciszyć no i z daleka od ciekawskich, ale jak widać nie od wszystkich…. No właśnie kolego, jechałeś tyle kilometrów za mną, rozumiem miałeś jakiś konkretny powód, interesuje mnie jaki?
- Powód?. Nic z tych rzeczy, czysty przypadek.
- Przypadki nie istnieją, zwłaszcza w służbach. Ja to wiem, ty też, czyż nie?.
- (…) Jestem Listonoszem, nic więcej…. Pomyliłeś mnie z kimś.
- A ja jestem kurierem DPD, nic więcej. Wiesz, akurat tak się składa, że obaj mamy trochę wolnego czasu, więc pewnie spędzimy go ze sobą. Trochę się bliżej poznamy, powiesz mi dla kogo pracujesz, poznamy swoją granicę bólu, a dokładnie twoją granicę. Wiesz, będziesz gadać jak nakręcony, przypomnisz sobie wszystkie szczegóły ze swojego zasranego życia, nawet to kiedy i w jakich okolicznościach po raz pierwszy waliłeś sobie gruchę.
Mówiąc to Intruz wyjął z szuflady stołu płaską brązowa torbę, rozłożył ja na blacie i zaczął pojedynczo wyjmować schowane w niej noże, skalpele, wiertła etc. Narzędzia nie wyglądały na te przeznaczone do majsterkowania.
Wiesz od samego początku kolego jakoś mi nie pasowałeś, coś w tobie było nie tak. Jak ciebie zobaczyłem na parkingu przed Hotelem już wtedy byłem przekonany, że ta rola listonosza to jakaś ściema, wprawdzie wówczas myślałem że jesteś z Policji a tu taka niespodzianka... No wiesz naprowadził mnie ten tatuaż, który zobaczyłem na twoim przedramieniu, śmierć śmierci.
死の死
Mianowicie gdy ciebie wciągałem do tego pomieszczenia rozerwało tobie rękaw a pod nim był on -woooow - w całej okazałości. Ja to wiem, ten znak jest czymś charakterystycznym, to jest znak rozpoznawczy „elity” bo za taką uchodzi tajna jednostka JW 001. Czyż nie? Jak spałeś trochę pogrzebałem w necie, wykonałem parę telefonów do starych znajomych no i mamy cię - Witaj wśród żywych Kris, bo takie jest twoje prawdziwe imię, prawda?
Obraz widziany przez Listonosza powoli zaczął się stabilizować. Faktycznie pomieszczenie w którym się znajdował było szaro-bure, sufit półokrągły z kilkoma lampami przemysłowymi przymocowanymi po obu stronach ściany. W powietrzu czuć było wilgoć, gdzieś po ścianach widoczne były małe strużki wody które tworzyły na podłodze większe lub mniejsze plamy.
Design by: KMProjekt.pl