XXIV - metro
Ginter zmierzał swoim samochodem w kierunku Olsztyna i gdy kończył zjazd ze „ślimaka Tomaszkowo” w celu wjechania na „eskę” zadzwonił telefon. Spokojnie spojrzał na wyświetlacz, numer nieznany, odebrał telefon.
- Halo…
- Dzień Dobry Panie Ginter, tu Tomek. Pewnie mnie Pan nie pamięta... Hm…. Jestem kierownikiem budowy, pracuję przy budowie dworca w Olsztynie, spotkaliśmy się kiedyś w Urzędzie Miasta na wspólnej naradzie inwestycyjnej dot. tramwajów i nowego dworca. Powiedział mi Pan, że jak coś się wydarzy na budowie lub coś zajdzie tam dziwnego... to żebym do Pana zadzwonił…. W pierwszej kolejności oczywiście. Dał mi Pan do siebie numer i obiecał gratyfikację … więc dzwonię…
- A tak, pamiętam…. Więc co wzbudziło Twój niepokój drogi kolego?
- Jeszcze nie zna Pan ceny a już sugeruje że „drogi”?Hm…. żarcik. Panie Ginter w trakcie wykonywania robót przy tunelu pod torami pracownicy znaleźli zamurowany otwór... niby drzwiowy, tyle że w posadzce. Niby nic, nie mniej na tej głębokości jeśli istnieje coś co jest zamurowane, to musi budzić co najmniej zdziwienie i ciekawość. Jest on w pewnym zadolnieniu i biegną do niego krótkie schody. Wszystko oczyściłem już z piachu i kamieni, wydaje się to być stare ….nawet bardzo bardzo stare. Nie chcemy tutaj problemów z konserwatorem zabytków, chłopaki chcieli to zakopać ale zanim tak się stanie chciałem Panu o tym powiedzieć.
- Ile osób o tym wie? – spytał Ginter
- O znalezisku wiem ja i dwóch pracowników. Nimi bym się nie przejmował, to pracownicy najemni z Bangladeszu, ledwo mówią 5- 10 słów po polsku, ponadto dla nich takie coś to nic nie znaczy, nie znają historii tego miasta…zresztą u nich cenne znalezisko musi mieć tysiące lat. Zatem oni, ja no i teraz wie także Pan.
- OK niech ta wiedza się nie rozchodzi po ludziach, niech taki stan już zostanie. Jadę do Ciebie. Zabezpiecz miejsce, zasłoń czymś i odpraw tych pracowników w inne miejsce pracy. A jeszcze jedno, załatw młot do kruszenia betonu - pneumatyczny lub duży młot ręczny.
- OK już mam, czekam na Pana – odpowiedział Tomasz.
Ginter rozłączył się - No pięknie, najpierw wydarzenia w Dorotowie, teraz kurwa na Dworcu w Olsztynie. Ten dzień zaczyna się kurewsko źle – pomyślał.
Zbliżając się do Olsztyna, jeszcze przed lasem, jest stacja BP. Ginter lubił się tam zatrzymywać. Stacja była dość duża z dobrym asortymentem i zwykle nie było tram ludzi. I tym razem, chociaż śpieszył się na spotkanie z Tomkiem, postanowił tam wjechać.
- Kawa, kawa i kanapka z tuńczykiem. Tak najpierw to, chwila przyjemności później reszta – pomyślał i szybko skręcił swoją Porsche Panamera w prawo, nie dając przy tym kierunkowskazu. Tym razem nie włączył go, bo jego manewr był wykonany w ostatniej chwili, po szybkim namyśle i podjęciu decyzji w ostatniej chwili. Nota bene Ginter zwykle nie włączał kierunkowskazów, nie potrafił wytłumaczyć tego fenomenu, po prostu tej funkcji w samochodzie nie używał, podobnie jak wielu innych kierowców innej marki typu „będziesz mieć wydatki”. Kierunkowskaz traktował jako swoistego rodzaju niczym nie zobowiązującą sugestię, której nie miał potrzeby cyklicznie uzewnętrzniać, w myśl zasady „po chuj ci wiedzieć gdzie jadę swoją zajebistą furą. Patrz, obserwuj i dostosuj się”.
- Dzień Dobry – rzucił beznamiętnie Ginter wchodząc do środka Stacji
- Dzień Dobry – odpowiedziała młoda dziewczyna, zaznaczając na swoim licu niewielki grymas mający symbolizować miły uśmiech. Z tabliczki wpiętej w firmową bluzę wynikało, że dopiero uczyła się swojej pracy. Widać, że jej na tej pracy zależało, swoją postawą i radosnym „dzień dobry” przekonywała o tym każdego – bez dwóch zdań.
- Poproszę małą czarną kawę i kanapkę z tuńczykiem – powiedział bez namysłu Ginter
- Czy posiada Pan aplikację naszej stacji?- spytała dziewczyna
Ginter tylko pokiwał głową na znak, że takiej nie posiada.
- A może chce Pan ją założyć? – spytała młoda Kasjerka
Ginter ponownie pokiwał głową przecząco, na jego twarzy widoczna była oznaka zniecierpliwienia. Przecież przyszedł tutaj po szybką kawę i kanapkę, które miał zamiar konsumować w samochodzie, jadąc na pilne spotkanie z Tomaszem, a nie na jakieś tam pogaduchy z kasjerką ze stacji.
- Razem będzie 25 zł. Kartą?
Ginter pokiwał głową tym razem na „tak”.
Kurwa, po co się pytasz dziewczynko, skoro trzymam kartę w ręku i bez głębszej analizy moich potencjalnych ruchów widać na zewnątrz, że będę płacić nie gotówką ale właśnie kartą – pomyślał.
Ginter przyłożył kartę do czytnika, po chwili usłyszał typowy dźwięk czytania karty i zdjęcia z niej żądanej kwoty pieniężnej.
W momencie gdy Ginter odchodził od lady młoda kasjerka rzuciła w jego stronę
- Proszę się uśmiechnąć, taki Pan spięty i naburmuszony…. Szkoda psuć sobie tak dobrego dnia…
Ginter zatrzymał się, powoli odwrócił w jej stronę, przez moment popatrzył na nią, następnie wrócił do lady.
- Brawo, dobrze mnie Panienka oceniła. Faktycznie jestem zdenerwowany od rana, co widać i słychać, choć to nie Pani wina. Przepraszam, jeśli poczuła się Pani niekomfortowo, tak jakby to było z Pani winy. Raz jeszcze przepraszam i życzę miłego dnia. Do zobaczenia. Mówiąc to Ginter przyglądał się twarzy młodej kasjerki. Tym razem zauważył w jej oczach lekkie zmieszanie, chyba zrozumiała że zrobiła coś czego może nie powinna, coś co nie leżało do końca w jej kompetencjach.
Ginter wyszedł ze stacji. Po tej szybkiej i nie zaplanowanej wymianie zdań jakoś powietrze z niego zeszło. Chyba poczuł się trochę lepiej-luźniej, choć nie rozumiał przyczyny tego stanu rzeczy. Niby rozmowa o niczym i z obcym człowiekiem a jednak odniosła pozytywny efekt co do jego stanu psychicznego.
Droga do Olsztyna teraz przebiegła mu nadzwyczajnie szybko. Ginter zaparkował samochód przy bramie wjazdowej na plac budowy nowego dworca. Wychodząc z samochodu zapalił papierosa, rozejrzał się po okolicy, rzucił okiem na nowo powstający budynek dworca i gdy wyciągał z kieszeni telefon zobaczył podchodzącego do niego Tomka.
Design by: KMProjekt.pl