Opowieść Warmińska - Metro XXVII

XXVII

....................................................

- Dzień Dobry Panie Ginter – rzucił Tomek wyciągając rękę na przywitanie.

- Dzień Dobry, moment – odpowiedział Ginter, odbierając połączenie telefoniczne. Halo, Grześ mam nadzieję że tam w Dorotowie już posprzątane a ty gotowy na wyzwania nowego dnia… Więc posłuchaj migiem przyjedź na plac budowy nowego dworca PKP, czekam w przejściu podziemnym…. Poczekaj.

- Tunel numer 2 Panie Ginter – wtrącił Tomek

- No właśnie…. Tunel numer 2, masz 10 minut, rozumiemy się? Czekam!

Ginter rozłączył się i spojrzał na Tomka

Więc co tam kolego. Mam nadzieję że twoja historyjka jest godna mojego czasu.

- Panie Ginter tak jak powiedziałem to coś jest w wejściu podziemnym pod torami, zapraszam. Otwór w ziemi zasłoniłem osobiście, na chwilę obecną nikogo tam nie ma wiec spokojnie możemy obaj dokonać sprawdzenia co to jest.

Po chwili obaj znaleźli się w przejściu podziemnym i po kilku krokach stali już przed ścianą boczną tunelu Nr 2. W tunelu nie było jeszcze posadzki była za to świeża ziemia nawieziona pod wylewkę betonową. Potencjalny otwór do niższej partii tunelu przykryty został płytą paździerzową wielkości otworu drzwiowego.

- Zdejmij tę płytę – powiedział Ginter

Po chwili ich oczom ukazały się niewielkie schodki i cegły wmurowane w otwór przypominający wejście.

- Trzeba to rozpierdolić, aby się przekonać co to jest – powiedział Ginter. Po chwili Tomek zaczął uderzać w cegły a te po kilku uderzaniach zaczęły wpadać do środka otworu.

- o Kurwa, co to jest? Piwnica? – rzekł zdziwiony Tomek.

W tym momencie nadszedł Grzegorz.

- No... No…. Ładna historia, tunel w tunelu, Konserwator jak się o tym dowie wszystko zablokuje i będzie chuj a nie Dworzec – powiedział Grzegorz.

- Nie gadamy, działamy! Grzesiu wejdź jako ostatni i zasłoń otwór płytą.

- Ginter kurwa, mówisz jak rasowy polityk z telewizorni „nie gadamy, działamy” No no, czyżby Nasza spółka w nadchodzących wyborach miałaby Ciebie promować na polityka, może na senatora? Szanowni Państwo przed Wami Senator Ginter HUK- mówiąc to Grzegorz lekko podśmiechiwał się do siebie.

- Wszystko przed nami, zasłaniaj - rzucił Ginter. 

Gdy wszyscy weszli do środka a otwór drzwiowy został zasłonięty płytą wewnątrz zapanowała ciemność. Tomek będąc przygotowany na taki scenariusz wyjął z kieszeni latarkę, przekazał ją Ginterowi, natomiast sam włączył latarkę w umieszczoną na swoim kasku. Wszyscy trzej powoli schodzili w dół, korytarz był wąski, jego ściany i sklepienie wykonane zostały z wmurowanych cegieł, które wykorzystane zostały także do wykonania stopni chodowych. Było bardzo wilgotno a w powietrzu, pomimo dającego się zauważyć ruchu powietrza, wyczuwali zapach stęchlizny, pleśni i zwierzęcych trucheł, głównie chyba szczurów. Po przejściu w dół około 25 schodów weszli na coś co przypominało ….. peron, mały podziemny z wąskimi torami tuż przy miejscu przeznaczonym dla „podróżnych”. Po ich lewej stronie peron rozciągał się na około 40 metrów i kończył się, podobnie jak tory, ścianą betonową na szerokość peronu i torowiska, natomiast po ich prawej stronie peron kończył się na podobnej długości, tyle że torowisko biegło dalej w głąb nieoświetlonego tunelu. Przy peronie na torach stały trzy małe drezyny, każda maksymalnie z możliwością zabrania do 8 osób, napędzane były poprzez ruch „kiwajki” w górę i w dół, która mogła być obsługiwana przez dwie osoby, dla których wydzielono dwa osobne miejsca, pozostałe kanapy tak z przodu jak i z tyłu były umieszczone zaraz za siedzeniami przeznaczonymi dla operatorów „kiwajki”.

- O Matko Boska…….. Mamy w Olsztynie prowizoryczne metro. Jedziemy w głąb tunelu czy idziemy pieszo?- spytał zaciekawiony i podekscytowany Tomek

Ginter, podobnie jak Grzegorz, rozglądał się powoli będąc pod wielkim wrażeniem znaleziska, spoglądał na peron raz w jedną stronę raz w drugą i kręcił przy tym głową. Szybko zdał sobie sprawę, że nie jest dobrze, to odkrycie leży w sprzeczności z interesami GEO-Max i innych powiązanych spółek. Odkrycie przyciągnie gapiów, ciekawskich, media i innych żądnych przygód. Plany na potencjalny wykup gruntów ze złożami wanadu lub nawet tytanu, których poszukiwanie wokół Olsztyna jeszcze się nie zakończyło - mogą dostać w łeb, co skutkować będzie milionowymi startami. Konsorcjum GEO zainwestowało już znaczną ilość środków idących w miliony w to przedsięwzięcie, zatem fiasko nie wchodzi w rachubę. Ukrycie tego znaleziska stało się dla Gintera priorytetem.

- Kurwa w takim momencie. Ja pierdolę, jak się dowiedzą media i inni poszukiwacze wrażeń to mamy przepierdolone. Wszyscy będą szukać sensacji, będą szukać aż może dojdą do innych skrywanych tajemnic i osób… Jebany Olsztyn nie pomaga nam, co to za miejsce? Warmńskie Kłodzko kurwa czy coś w tym rodzaju ?!– stwierdził Grzegorz.

- Jest tak jak mówisz, ale na razie nikt nie wie i niech tak zostanie. Wsiadać, zobaczmy co jest dalej – stwierdził Ginter.

Po chwili cała trójka siedziała w drezynie, Grzegorz z Tomkiem chwycili „kiwadło” i zaczęli po woli wprawiać drezynę w ruch. Na początku było trudno, koła choć grubo oblepione smarem były lekko zastałe, zatem te pierwsze obroty kół szły bardzo topornie, choć po kilku metrach hałas wydobywający się spod kręcących się kół był co raz cichszy aż w pewnym momencie zniknął. Cała trójka poruszała się drezyną bardzo powoli, Ginter świecił latarką w głąb tunelu i obserwował tory, był bardzo skupiony i gotowy do wydania komendy STÓJ, gdyby tylko zauważył jakieś niebezpieczeństwo na torach tuż przed lub nad nimi. O dziwo mijały metry, dziesiątki metrów może nawet ujechali kilometr a drezyna bez problemu poruszała się po torach w głąb oświetlonego przez Gintera tunelu. W pewnym momencie Ginter krzyknął – STÓJ!

...............CD.........................MOŻE....................NASTĄPI..........................................................................................................................

Opowieść Warmińska - XVI WARMYLANDIA

Panie Prezydencie….Trzeba zwizualizować problem, problem który uniemożliwia nam zrealizowanie naszych planów. Tym problemem jest Purda a dokładnie Chrust, ich Wójt. Są dwie możliwości, co najmniej dwie. Pierwsza dość oczywista, skuteczna i sprawdzona. Skompromitujemy faceta, czy to poprzez podsuniętą mu dziwkę lub sex-zdjęcia które znajdą się na jego kompie, następnie w mediach pojawią się komentarze, artykuły etc, on sam zamiast na gminnych sprawach skupi się na swoim oczyszczeniu. Jak to będzie wyglądać, ile czasu i ile wysiłku będzie go to kosztować, nikt tego nie wie, jedno jest pewne ten proces oczyszczania będzie kosztowny i długotrwały…. Może to potwierdzić Małek, były Prezydent naszego miasta. Czyż nie? My w tym czasie ruszymy z drugim wnioskiem o powiększenie granic administracyjnych miasta a sama Purda…. uwaga, z tym wnioskiem się zgodzi, bo taka będzie wola ich włodarza. A dlaczego miałby się zgodzić??? Uwaga - bo dostanie ofertę w pomocy samooczyszczenia…. Damy mu dowody przekierowujące podejrzenie na służby ruskie, pragnące za wszelką cenę osłabić państwo polskie, w tym jego samorząd.

Drugie rozwiązanie też jest dobre, bo proste w swoim założeniu no i pozostające bardziej w zgodzie z przepisami prawa, to znaczy złamiemy mniej paragrafów. Czyli zachęcimy Gminę Purda do wyrażenia zgody na zmiany w granicach administracyjnych a wabikiem będzie Centrum Rozrywki WARMYLANDIA, wie Pan to na wzór Energylandii. Ściągniemy inwestora do Purdy a przynajmniej pomożemy Purdzie w tym zadaniu. Gdyby do tego doszło Gmina zyska konkretnego inwestora i płatnika de facto nie małych podatków, my rzecz jasna spokój i swój teren niezbędny do rozwoju miasta.

Decyzja należy do Pana Panie Prezydencie – oznajmił Dratewka.

- Kurwa Dratewka żadnych panienek i podesłanych pornozdjęć. Nasz region już wyczerpał limit sexafer, i nie myślę tu tylko o Małku. Swoją drogą co ty taki chętny na podjebanie kogoś? Uważaj - bo i tobie ktoś kiedyś coś może podesłać, karma wraca.

- Panie Prezydencie ja tylko spekuluję...

- To nie spekuluj, ale włącz myślenie, szersze myślenie, wielowątkowe. Skupmy się na drugiej koncepcji. Czy nie jest tak, że Inwestor od WARMYLANDII już próbuje swoich sił w Olsztynku? Prasa rozpisuje się że to właśnie tam planuje stworzyć park rozrywki, więc co i jak chcesz zrobić, aby nagle zmienił zdanie?. Wiesz przecież że wyznaczenie lokalizacji inwestycji na taką skalę jest poprzedzone wieloma analizami ekonomiczno-prawnymi i nie tylko takimi. Liczy się miejsce, bliskość do węzłów komunikacyjnych, baza gastronomiczno-hotelowa, atrakcyjność regionu i związany z tym potok turystów i tak dalej, wszystko pod kątem maksymalizacji zysków – kontynuował Grzyb.

- Panie Prezydencie jak dotąd decyzje organów ochrony środowiska są dla niego negatywne. Nie wiadomo czy i kiedy będzie w stanie te przeszkody pokonać. My wraz z Purdą możemy zaoferować mu takie warunki, jakich każdy inwestor może pozazdrościć. Ze swojej strony po przejęciu gruntów od Purdy część z nich przeznaczymy od razu pod bazę hotelową, parkingową i usługową, dzięki temu najbliższa okolica nowego centrum rozrywki będzie posiadała właściwe zaplecze pozwalające mu się rozwijać. Co więcej w perspektywie czasowej podciągniecie linii tramwajowych do planowanego centrum rozrywkowego to będzie tylko formalność, bo pieniądze wyłoży na to sam inwestor. Takie torowisko będzie przecież w jego interesie. Oprócz tego nasz region urośnie w siłę, więcej turystów to więcej kasy z podatków. Innymi słowy co najmniej dwie pieczenie na jednym ogniu.

- OK podoba mi się ta wizja. No to zabieraj się do roboty. Działamy na legalu, żadnych samowolek i łamania paragrafów. Na to przyjdzie czas, jak faktycznie nie będzie wyjścia.

OPOWIEŚĆ WARMIŃSKA - Miasteczko Prawne

Był piątek, krótko przed 11.00. Prezydent Grzyb siedział przy swoim biurku wpatrzony w ścianę. Nie ruszał się, nie mrugał powiekami, prawie nie oddychał, puls wyraźnie spowolniony, po prostu siedział nieruchomo przy szklance Whisky upitej do połowy. Jego aktualna nieruchoma pozycja przypominała figurę woskową, niczym z Muzeum Madame Tussauds. Grzyb siedział w takim stanie już dłuższy czas, być może liczony w godziny. Taka postawa była możliwa po zapewnieniu sobie u sekretarki zupełnego spokoju, to jest żadnych telefonów, żadnych petentów, żadnych pracowników Ratusza etc. Sekretarka wypełniła ten obowiązek w 100% aż do tej chwili…. Nagle bowiem tę błogą cisze zakłócił dźwięk telefonu, było to połączenie wewnętrzne z sekretariatu. Grzyb po czwartym sygnale powoli podniósł słuchawkę.

- Tak ?- zadał cicho pytanie, tak jakby chciał ukryć rozmowę przed innymi osobami.

- Panie Prezydencie właśnie przysłano projekt rozporządzenia z MSWiA.

- Przynieś.

Po chwili Grzyb usłyszał delikatne podwójne pukanie do drzwi, następnie drzwi się otworzyły i weszła sekretarka, która cichutko podeszła do biurka Prezydenta, nieśmiało położyła na jego biurku otwartą już korespondencję z MSWiA a następnie w ciszy i w tym samym tempie co weszła wyszła z gabinetu Prezydenta, zamykając za sobą drzwi.

Grzyb nie biorąc do ręki korespondencji (pisma przewodniego) spojrzał z daleka na treść pisma i od razu rzuciły mu się w oczy stwierdzenia takie jak: „nie akceptuję” „proponowane rozwiązanie nie jest to zgodne z interesem gmin ościennych” „nie leży to w zgodzie z szeroko rozumianym interesem społecznym”

- KURWA, Kurwa, Kurwa jego mać – krzyczał na cały gabinet.

W trakcie głośnego szlochania podniósł słuchawkę, szybko połączył się z sekretariatem i gdy usłyszał głos sekretarki krzyknął:

- Dawaj mi kurwa DRATEWKĘ, tylko szybko.

Andrzej DRATEWKA był zaliczany do grona najbliższych współpracowników Grzyba, panowie razem działali w samorządzie olsztyńskim od blisko 15 lat, razem należą do tej samej partii, choć Dratewka wstąpił do niej dopiero kilka lat temu za wyraźną namową Grzyba, dodatkowo od 3 lat Dratewka zajmował stanowisko Zastępcy Prezydenta Olsztyna. Cel współpracy był jasny panowie musieli podzielić się obowiązkami w zakresie olsztyńskich inwestycji, bo w krótkim okresie czasu kilka z nich się zazębiło. I tak tramwaje i rozbudowa linii tramwajowych oraz budowa Dworca były po stronie Grzyba, zaś budowa Hali Urania oraz zapewnienie rozbudowy Olsztyna poprzez rozszerzenie jego granic administracyjnych i stworzenie „miasteczka prawnego” były po stronie Dratewki. Rozbudowa Olsztyna miała odbyć się kosztem terenów należących obecnie do Gminy Purda, która poprzez swojego Wójta Jana Chrust zdecydowanie była przeciwna wszelkim zmianom granic administracyjnych sąsiadujących ze sobą samorządów. Dla Gminy Purda zatrzymanie i zmuszenie do porzucenia pomysłu „miasteczka prawnego” było priorytetem. Najbliższe dni miały pokazać, który z samorządów jest skuteczniejszy w swoich działaniach i który posiada lepsze kontakty w Warszawie. Współpraca Prezydenta z Zastępcą jak dotąd układała się rewelacyjnie, mimo pewnych perturbacji z tą czy inną inwestycją, z budżetem i mało skutecznym przekazem PR, razem znosili trudy urzędniczego dnia codziennego. Aż do dzisiaj. Grzyb jednym haustem opróżnił szklankę Whisky i gdy kończył wprowadzanie trunku do swojego ciała do gabinetu wszedł Dratewka.

- Jestem poirytowany i pewnie domyślasz się przyczyn takiego stanu… Odmówili….. Kurwa odmówili…..Rozumiesz? Wyrazili swoją negatywną opinię co do rozbudowy Olsztyna. Ten Chrust dotarł wyżej i do innych osób niż Ty. Do bardziej decyzyjnych Kurwa Jego Mać. Takie ZERO posiada plecy i posłuch w MSWiA większy niż My razem wzięci, przecież on kurwa nawet nie jest w jednej czy drugiej partii tworzącej koalicję obywatelską? Jak mogło do tego dojść wyjaśnij mi łaskawie.

- Panie Prezydencie. Wiem i zdaję sobie sprawę że sytuacja nie jest komfortowa. Ale zapewniam że brałem taką sytuację pod uwagę i jestem przygotowany na scenariusz numer 2. Pamiętajmy, to dopiero początek naszej batalii, sprawa nie jest przesądzona definitywnie, zresztą nikt nie mówił że będzie łatwo, wiedzieliśmy o tym obaj. Wiem że zgoda lepiej by wyglądała z punktu PR, szybka decyzja, szybka zgoda MSWiA i Olsztyn rośnie w siłę. No cóż tak nie jest więc już dzisiaj przechodzimy do przeforsowania inicjatywny „miasteczko prawne 2”

- Co to kurwa jest „miasteczko prawne 2”, oświeć mnie zanim zejdę na zawał?- stwierdził nerwowo Grzyb.

ciąg dalszy nastąpi.....Zbieżność nazw, faktów,zdarzeń lub ludzi przypadkowa i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością

Opowieść WARMIŃSKA XIV - metro

XXIV - metro

Ginter zmierzał swoim samochodem w kierunku Olsztyna i gdy kończył zjazd ze „ślimaka Tomaszkowo” w celu wjechania na „eskę” zadzwonił telefon. Spokojnie spojrzał na wyświetlacz, numer nieznany, odebrał telefon.

- Halo…

- Dzień Dobry Panie Ginter, tu Tomek. Pewnie mnie Pan nie pamięta... Hm…. Jestem kierownikiem budowy, pracuję przy budowie dworca w Olsztynie, spotkaliśmy się kiedyś w Urzędzie Miasta na wspólnej naradzie inwestycyjnej dot. tramwajów i nowego dworca. Powiedział mi Pan, że jak coś się wydarzy na budowie lub coś zajdzie tam dziwnego... to żebym do Pana zadzwonił…. W pierwszej kolejności oczywiście. Dał mi Pan do siebie numer i obiecał gratyfikację … więc dzwonię…

- A tak, pamiętam…. Więc co wzbudziło Twój niepokój drogi kolego?

- Jeszcze nie zna Pan ceny a już sugeruje że „drogi”?Hm…. żarcik. Panie Ginter w trakcie wykonywania robót przy tunelu pod torami pracownicy znaleźli zamurowany otwór... niby drzwiowy, tyle że w posadzce. Niby nic, nie mniej na tej głębokości jeśli istnieje coś co jest zamurowane, to musi budzić co najmniej zdziwienie i ciekawość. Jest on w pewnym zadolnieniu i biegną do niego krótkie schody. Wszystko oczyściłem już z piachu i kamieni, wydaje się to być stare ….nawet bardzo bardzo stare. Nie chcemy tutaj problemów z konserwatorem zabytków, chłopaki chcieli to zakopać ale zanim tak się stanie chciałem Panu o tym powiedzieć.

- Ile osób o tym wie? – spytał Ginter

- O znalezisku wiem ja i dwóch pracowników. Nimi bym się nie przejmował, to pracownicy najemni z Bangladeszu, ledwo mówią 5- 10 słów po polsku, ponadto dla nich takie coś to nic nie znaczy, nie znają historii tego miasta…zresztą u nich cenne znalezisko musi mieć tysiące lat. Zatem oni, ja no i teraz wie także Pan.

- OK niech ta wiedza się nie rozchodzi po ludziach, niech taki stan już zostanie. Jadę do Ciebie. Zabezpiecz miejsce, zasłoń czymś i odpraw tych pracowników w inne miejsce pracy. A jeszcze jedno, załatw młot do kruszenia betonu - pneumatyczny lub duży młot ręczny.

- OK już mam, czekam na Pana – odpowiedział Tomasz.

Ginter rozłączył się - No pięknie, najpierw wydarzenia w Dorotowie, teraz kurwa na Dworcu w Olsztynie. Ten dzień zaczyna się kurewsko źle – pomyślał.

Zbliżając się do Olsztyna, jeszcze przed lasem, jest stacja BP. Ginter lubił się tam zatrzymywać. Stacja była dość duża z dobrym asortymentem i zwykle nie było tram ludzi. I tym razem, chociaż śpieszył się na spotkanie z Tomkiem, postanowił tam wjechać.

- Kawa, kawa i kanapka z tuńczykiem. Tak najpierw to, chwila przyjemności później reszta – pomyślał i szybko skręcił swoją Porsche Panamera w prawo, nie dając przy tym kierunkowskazu. Tym razem nie włączył go, bo jego manewr był wykonany w ostatniej chwili, po szybkim namyśle i podjęciu decyzji w ostatniej chwili. Nota bene Ginter zwykle nie włączał kierunkowskazów, nie potrafił wytłumaczyć tego fenomenu, po prostu tej funkcji w samochodzie nie używał, podobnie jak wielu innych kierowców innej marki typu „będziesz mieć wydatki”. Kierunkowskaz traktował jako swoistego rodzaju niczym nie zobowiązującą sugestię, której nie miał potrzeby cyklicznie uzewnętrzniać, w myśl zasady „po chuj ci wiedzieć gdzie jadę swoją zajebistą furą. Patrz, obserwuj i dostosuj się”.

- Dzień Dobry – rzucił beznamiętnie Ginter wchodząc do środka Stacji

- Dzień Dobry – odpowiedziała młoda dziewczyna, zaznaczając na swoim licu niewielki grymas mający symbolizować miły uśmiech. Z tabliczki wpiętej w firmową bluzę wynikało, że dopiero uczyła się swojej pracy. Widać, że jej na tej pracy zależało, swoją postawą i radosnym „dzień dobry” przekonywała o tym każdego – bez dwóch zdań.

- Poproszę małą czarną kawę i kanapkę z tuńczykiem – powiedział bez namysłu Ginter

- Czy posiada Pan aplikację naszej stacji?- spytała dziewczyna

Ginter tylko pokiwał głową na znak, że takiej nie posiada.

- A może chce Pan ją założyć? – spytała młoda Kasjerka

Ginter ponownie pokiwał głową przecząco, na jego twarzy widoczna była oznaka zniecierpliwienia. Przecież przyszedł tutaj po szybką kawę i kanapkę, które miał zamiar konsumować w samochodzie, jadąc na pilne spotkanie z Tomaszem, a nie na jakieś tam pogaduchy z kasjerką ze stacji.

- Razem będzie 25 zł. Kartą?

Ginter pokiwał głową tym razem na „tak”.

Kurwa, po co się pytasz dziewczynko, skoro trzymam kartę w ręku i bez głębszej analizy moich potencjalnych ruchów widać na zewnątrz, że będę płacić nie gotówką ale właśnie kartą – pomyślał.

Ginter przyłożył kartę do czytnika, po chwili usłyszał typowy dźwięk czytania karty i zdjęcia z niej żądanej kwoty pieniężnej.

W momencie gdy Ginter odchodził od lady młoda kasjerka rzuciła w jego stronę

- Proszę się uśmiechnąć, taki Pan spięty i naburmuszony…. Szkoda psuć sobie tak dobrego dnia…

Ginter zatrzymał się, powoli odwrócił w jej stronę, przez moment popatrzył na nią, następnie wrócił do lady.

- Brawo, dobrze mnie Panienka oceniła. Faktycznie jestem zdenerwowany od rana, co widać i słychać, choć to nie Pani wina. Przepraszam, jeśli poczuła się Pani niekomfortowo, tak jakby to było z Pani winy. Raz jeszcze przepraszam i życzę miłego dnia. Do zobaczenia. Mówiąc to Ginter przyglądał się twarzy młodej kasjerki. Tym razem zauważył w jej oczach lekkie zmieszanie, chyba zrozumiała że zrobiła coś czego może nie powinna, coś co nie leżało do końca w jej kompetencjach.

Ginter wyszedł ze stacji. Po tej szybkiej i nie zaplanowanej wymianie zdań jakoś powietrze z niego zeszło. Chyba poczuł się trochę lepiej-luźniej, choć nie rozumiał przyczyny tego stanu rzeczy. Niby rozmowa o niczym i z obcym człowiekiem a jednak odniosła pozytywny efekt co do jego stanu psychicznego.

Droga do Olsztyna teraz przebiegła mu nadzwyczajnie szybko. Ginter zaparkował samochód przy bramie wjazdowej na plac budowy nowego dworca. Wychodząc z samochodu zapalił papierosa, rozejrzał się po okolicy, rzucił okiem na nowo powstający budynek dworca i gdy wyciągał z kieszeni telefon zobaczył podchodzącego do niego Tomka.

Farma Fotowoltaiczna

Szkolenie Szklarska Poręba

Przeprowadzanie szkoleń w nowych miejscach to nie tylko przekazywanie wiedzy i dzielenie się  swoimi doświadczeniami to także możliwość poznania ciekawych ludzi i miejsc.

Jakub Piotr Przymęcki radca prawny

OPOWIEŚĆ WARMIŃSKA XXIII

 

XXIII

Do wsi Dorotowo właśnie zaczęły docierać pierwsze promienie słońca, Dorotowo ewidentnie budziło się ze snu. Ale czy cała wieś przygotowywała się do nowego dnia, chyba nie. Na części terenu wsi – na plaży był ruch jak nigdy, właśnie podjechały  dwa samochody ciężarowe przeznaczone do załadunku barek, na samej plaży stało już kilka samochodów osobowych pracowników GEO-Max i ten jeden - białe Porsche Panamera S E-Hybrid, to oznaczało że na teren akcji przybył sam Ginter.

- Szybciej z tymi barkami, za kilka… no kilkanaście minut ma ich tu nie być – krzyknął Ginter

W tym momencie do brzegu w pław dopłynęła grupa robocza z Herty z Grzegorzem na czele. Gdy zaczęli wychodzić z wody podszedł do nich pewnym lecz spokojnym krokiem Ginter., spojrzał na Grzegorza, popatrzył na niego kilka sekund. Nic nie powiedział, odwrócił wzrok i udał się w kierunku osób zajmujących się załadunkiem barek.

- Ginter…. Znajdę tego sk………na.

- Wiem  - odpowiedział mu Ginter, nie odwracając się i podążając dalej w obranym przez siebie kierunku.

- W samochodzie macie ręczniki, koce i jakieś rzeczy na przebranie i do roboty, nas nie powinno już tutaj być – dokończył Ginter .

Grzegorz bez słowa udał się w kierunku Panamery i po kilku minutach był gotowy do dołączenia do ekipy sprzątającej po akcji. Gdy zamykał klapę bagażnika zauważył, że w kierunku plaży zmierza osoba, raczej dorosła, ze średniej wielkości psem.

- Ginter…. Ginter, chodź tutaj….mamy towarzystwo – rzucił głośno Grzegorz.

Po chwili nieznajomy był już na plaży, rozejrzał się beznamiętnie dookoła następnie podszedł do Grzegorza i Gintera, którzy w tym momencie stali obok siebie.

- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Na kąpiel kolego to już chyba trochę późno, woda zimna, no chyba że przygotowujesz się do morsowania.

- Dzień Dobry – odpowiedział Ginter. Tak, kolega z kilkoma innymi przygotowują się do wyprawy zimowej w Himalaje. Muszą złapać odporność i przyzwyczajać się do trudnych warunków.

- Himalaje powiadacie. No, no. "Siedziba śniegu" bo o niej mówimy podobno to piękne miejsce, choć nigdy tam nie byłem i raczej z Norką tam na razie się nie wybieramy. Jak widzicie lubię chodzić  ze swoim psem ale jednej rzeczy nie znoszę, przepraszam – razem nie znosimy – ZIMNA. Gdyby była tam temperatura powyżej 20 stopni to może… może.

- No właśnie widzimy i podziwiamy, 5 rano a proboszcz na spacerze z psem – rzucił Grzegorz.

- Dzisiaj wyjątkowo przed mszą świętą, tak jakoś długo nie mogłem zmrużyć oka, a jak zasnąłem to po chwili obudziły mnie silniki motorówek na jeziorze. To pewnie wasza sprawka Panowie?. Pewnie asekurowaliście pływaków?

- Tak, właśnie tak. Rozumie Proboszcz, sport sportem ale bezpieczeństwo najważniejsze – powiedział Ginter wyraźnie znudzony rozmową i dający sygnał do skończenia dialogu.

- No dobrze, nie przeszkadzam. Z Bogiem i powodzenia. A jeszcze jedno, wczoraj pod wieczór w łódce widziałem mojego znajomego…. Jan podobno nie wrócił do domu, nie widzieliście czy ktoś pływał z wami albo łowił ryby?

- Ewidentnie byliśmy sami proszę księdza. Ale będziemy się rozglądać, bo jak widać przez jakiś czas tutaj jeszcze będziemy. A przepraszam że tak pytam, jestem ciekawy bo mamy mały problem, tutaj na parkingu jak było jeszcze ciemno ktoś zniszczył nasz sprzęt do pracy… Może zatem proboszcz kogoś jeszcze widział, rozumie ksiądz… jak dowcipniś zapłaci za szkodę to może my zapomnimy o sprawie, jak nie, no cóż będziemy zmuszeni powiadomić Policję – rzucił Ginter.

- Jan to emerytowany mieszkaniec Dorotowa,  z krwi i kości Warmiak i wędkarz.   Innymi słowy Pan starej daty. Nigdy nikomu nie powiedział nawet złego słowa, więc o nim nie mówimy, bo jest i powinien być poza podejrzeniem.  Czy był ktoś inny, raczej obcych nie widziałem. Ale zapytajcie Listonosza, on dużo wie, chodzi po wsi i rozmawia z ludźmi, jeśli ktoś coś wie na pewno podzieli się tą wiadomością z Listonoszem

W tym momencie wypowiedź księdza przerwała syrena karetki pogotowia, jadącej od strony Olsztyna, która po chwili skręciła z piskiem opon we wjazd do Dorotowa i pojechała w stronę centrum wsi, zatrzymała się gdzieś w okolicy Hotelu Galery. Po chwili taką samą drogę przebył radiowóz Policyjny, ale ten jechał już tylko z włączonymi kogutami bez sygnałów dźwiękowych. Rozmówcy odprowadzili wzrokiem przejeżdżające samochody, skwitowali zgodnie że pewnie ktoś zasłabł, następnie pożegnali się, ksiądz szybkim krokiem udał się w drogę powrotną na Plebanię a Ginter z Grzegorzem wrócili do swoich prac.

- Pewnie znaleźli naszego znajomego trupa w łódce. Za chwilę może i tutaj być Policja. Ja wracam do biura, Grzegorz tak to kurwa zorganizuj żeby za 5 minut nie było tutaj po nas śladu,  czy to jasne?  - rzucił Ginter

- Tak jest – odpowiedział Grzegorz, dając jednocześnie znak swoją ręką ludziom pracującym przy załadunku barek, aby się śpieszyli.

…….CDN……..

Od AUTORA: Zbieżność nazwisk, imion, miejsc i nazw przypadkowa, cała historia jest wyłącznie wymysłem autora na potrzeby opowieści.

 

Opowieść Warmińska XXII

Gdy uczestnicy kolacji/śniadania dobrze się bawili w swoim towarzystwie, co było widać i słychać, zwłaszcza przy opowieściach  Grzegorza, Listonosz w tym czasie obserwował ich, choć z pewnej i bezpiecznej dla niego odległości. Zdecydowanie był dobrze zakonspirowany i praktycznie nie do zauważenia w ciemnościach jesiennej nocy warmińsko-mazurskiej. Stał w wodzie w gęsto rosnących trzcinach, gdzie woda sięgała mu mniej więcej po pas, około 50 metrów od barek z Honkerem. Bacznie obserwował  biesiadników ale to nie było ważne.... ważne było to - że nie miał planu co dalej. Stojąc w zaroślach zdawał sobie sprawę z dwóch rzeczy, pierwsza – zdecydowanie należy odebrać im ciało Jana, jeśli tego nie zrobi być może nigdy nie zostanie ono odnalezione i pochowane z godnością,  druga wyraża się tym, że intruzi niewątpliwie czegoś szukają na Wyspie, być może podziemnych tuneli a dokładnie tego co w nich się znajduje,  w tym celu robili odwierty i pobrali z ziemi próbki. Jeśli odnajdą tunele – cała prawda o Wyspie wyjdzie na światło dzienne a to nie wchodziło w grę - przecież obiecał to Janowi….

Listonosz zdał się na instynkt, podpłynął do barek na których już znajdował się samochód z wiertnicą, odwiązał liny owinięte do przybrzeżnych drzew i uwolnił barki. Następnie lekkim delikatnym ruchem odepchnął barki od brzegu a te unoszone przez fale wzburzonego jeziora natychmiast chwyciły swój właściwy pęd i kierunek.

-Co dalej, co dalej, myśl… człowieku!? – dumał Listonosz

Będąc jeszcze na dryfujących barkach zerknął do środka samochodu, zauważył tam kilka metalowych pojemników wraz z naklejonymi kartkami i wypełnionymi odręcznie rubrykami. Domyślił się że to zapewne pojemniki z próbkami z wierceń. Listonosz szybkim ruchem otworzył pierwszą tubę, obrócił ją do góry dnem i wysypał z niej zawartość prosto do jeziora,  po chwili powtórzył tę czynność z pozostałymi pojemnikami. Wszystkie wyrzucił do wody, oprócz jednego, na ten jeden miał już gotowy zgoła odmienny plan. Gdy był już około 40 metrów od Wyspy postanowił zwolnić zaczepy unieruchamiające Honkera. Gdy to uczynił wszedł do samochodu, przełożył dźwignię skrzyni biegów w pozycję biegu jałowego i zwolnił ręczny hamulec. Barki, które kołysały się na tafli Jeziora po woli wprawiły stojący na nich samochód w ruch, lekko do przodu, lekko do tyłu – tak na przemian. Listonosz w tym czasie wszedł na łódkę z ciałem Jana, odczepił ją od barek i delikatnym ruchem wioseł zaczął płynąć w stronę brzegu – Hotelu Galery. Gdy był 10-15 metrów od barek zauważył że Honker mocniej się kiwnął i zjechał tylnymi kołami za rant platformy najazdowej a następnie siłą rozpędu zsunął się całym swoim ciężarem do wody, wydając przy tym bardzo wiele hałasu. Kilka sekund i cały poszedł szybko pod wodę, pewnie ciężar wiertnicy zrobił swoje.  W tym czasie Listonosz był już w połowie drogi pomiędzy Hertą a Dorotowem, nie widział intruzów przebywających na Wyspie, podobnie jak i oni jego, ale po zsunięciu się samochodu do wody były słyszalne z Wyspy głosy, wręcz krzyki i dające się zrozumieć przekleństwa i wzajemne pokrzykiwania różnych osób na siebie.

- Teraz to możecie mi skoczyć …. Były próbki i nie ma próbek.  Miękiszony załatwił was zwykły li..sto…nosz! Sugeruję wpław ruszyć do Dorotowa albo czekać na pomoc - pomyślał rozbawiony Listonosz.

Gdy dopłynął do brzegu obok Hotelu Galery, wyszedł z łódki i miał zamiar delikatnie wciągnął ją na brzeg. Listonosz tym razem nie chciał pozostawić łódki z ciałem Jana na jeziorze, bo obawiał się powtórki z przechwycenia łodzi przez intruzów, tym razem miał zamiar zostawić ją na brzegu, tak aby była pewność że ktoś z bliskich znajdzie ją a dokładnie Jana i dojdzie ostatecznie do właściwego pochówku. Nie zdążył jednak tego zrobić. Wnet na wewnętrzny parking z impetem wjechało duże auto, wyglądało na auto terenowe. Listonosz instynktownie czuł że raczej nie przyjechał gość hotelowy, ale raczej ktoś od intruzów. Szybko w mgnieniu oka zanurzył się w wodzie i wpłynął pod mały pomost, umiejscowiony zaraz obok drewnianej budowli służącej do przechowywania sprzętu wodnego: kajaków, żaglówek, rowerów wodnych etc. Zanurzył się w wodzie prawie w całości, nad wodą wystawał jedynie nos przez który nabierał i wypuszczał powietrze. W pewnym momencie zauważył starą dużą ściekową rurę, którą zapewne kiedyś spuszczano wody deszczowe choć pewnie  nie tylko... wprost do jeziora. Przeczuwając niebezpieczeństwo wcisnął się do niej na tyle głęboko, że zdołał schować całe swoje ciało. Rura była zalana wodą ale nie przy samym górnej jej ściance, dzięki czemu Listonosz mógł dalej oddychać. W tym samym momencie samochód zaparkował przy samym jeziorze, przy włączonych światłach drogowych i dużych halogenach umiejscowionych na jego dachu. Po chwili z samochodu wysiadło trzech  "dżentelmenów" i dało się usłyszeć rozmowę.

- Ginter, patrz jest łódka z ciałem, może to on? Ze strachu zszedł na zawał czy co?

- To nie on...., na ciało w łódce chłopaki natrafili jeszcze przed dostaniem się na wyspę. Pan żartowniś zwiał lub ukrył się gdzieś tutaj. Przyświeć no tutaj - Ginter wskazał na taflę jeziora a dokładnie na pomost, na który Ginter właśnie wszedł, i był to ten sam pomost pod którym wcześniej schował się Listonosz.

- Słuchajcie – zwrócił się do dwóch towarzyszących mu osób - Sprawdźcie kurwa okoliczne krzaki, pomosty a dokładnie to co jest pod nimi i wszystko w promieniu 500 metrów. Albo się tu kurwa ukrył albo już spierdolił, ale tak czy inaczej musi być jeszcze blisko… Jeśli usłyszycie dźwięk silnika motocykla lub samochodu zatrzymujecie go i prześwietlacie kierowcę i pasażera, jeśli taki jest. Jeśli chce koleś spierdolić jakimkolwiek pojazdem….Wy mu na to nie pozwolicie, jeśli koleś siedzi tu przyczajony gdzieś w swojej norze Wy go kurwa znajdziecie. A jeszcze jedno obudzić ciecia z Hotelu i przejrzeć nagrania, musze znać twarz tego skurwiela… a może dowiemy się czegoś więcej. Tak czy inaczej strefa ZERO 500 metrów. Do roboty Panowie, za godzinę świta.

W tym momencie zadzwonił telefon. To był telefon Gintera.

-  No brawo Grzesiu. Powiedz mi bracie, jak to jest możliwe, że ktoś zajebał ci barki wraz z wiertnicą i próbkami odwiertów, a ty kurwa nic o tym nie wiesz? Zostałeś ograny jak sierściuch…. (…)

- Co ty pierdolisz, jacy profesjonaliści?. Jak dojeżdżaliśmy do Dorotowa poprzez noktowizor widziałem jednego człowieka, jednego Grzegorz… Może to był i profesjonalista a może zwykły przypadkowy gość typu wędkarz lub sprzedawca kurwa z żabki (…) który załatwił ciebie i pozostałych sierściuchów, bo wkurwił się że mu straszycie ryby.

- (,,,,)

- Wiem że w Dorotowie k-----wa nie ma żabki…. I co z tego? Kurwa to może kierowca PKS lub listonosz, nie wiem jeszcze tego ale się dowiem i ty mi w tym pomożesz, rozumiesz?. Swoją drogą nie zamierzam wysyłać po was jakiejkolwiek łódki, zapierdalać wpław, co więcej macie na to 30 min. Po tym czasie…. osobiście rozpierdolę wam łby, wszystkim po kolei, twój zostawię na koniec…

- (…)

- Tak wiem znajdziesz go i zajebiesz…. Słuchaj, powiem tobie tak, znajdziesz go i żywego mi go przyprowadzisz… do mojego gabinetu w „Centku”. Chcę wiedzieć dla kogo….., kurwa ten żartowniś pracuje…. Chcę osobiście to od niego usłyszeć. Rozumiesz?!

- (…)

- Dobra, nie przepraszaj….. wiesz k------wa że tego nie lubię ….  Czekam na was na plaży. Kończę… musze zająć się barkami i  przewoźnikami, którzy za godzinę przyjadą po nie, a które wyobraź sobie …… k----wa dryfują jeszcze po jeziorze….

Po chwili samochód odjechał z parkingu hotelowego, Listonosz wiedział że to jeszcze dla niego nic nie oznacza, musi jeszcze jakiś czas posiedzieć w ukryciu, być może do świtu włącznie. Było mu zimno, dość trudno mu się oddychało, ale lepiej przez jakiś czas posiedzieć w niewygodnych i mało komfortowych warunkach niż być martwym.

 

…….CDN……..

Od AUTORA: Zbieżność nazwisk, imion, miejsc i nazw przypadkowa, cała historia jest wyłącznie wymysłem autora na potrzeby opowieści.

 

UWAGA

Powoli ale konsekwentnie zmierzam do zakończenia publikowania fragmentów tej Opowieści na stronie KANCELARII, reszta w KSIĄŻCE.

 

Opowieść Warmińska XXI

Kapsel przygotował się na uroczyste ognisko perfekcyjnie, miał ze sobą wszystko to co było niezbędne, tak aby standard tej kolacji a może śniadania, wszystko zależy jak na to się spojrzy, przybliżyć do standardu dobrej restauracji. Było wszystko co niezbędne, talerzyki, sztućce, kubeczki, lamki do wina i sam alkohol, rzecz jasna do wyboru do koloru – począwszy od czegoś mocniejszego poprzez wino a skończywszy na piwie. Gdy zdejmował „żużel” i kiełbaski z prowizorycznego rusztu zauważył światła Honkera, który powoli zmierzał w jego stronę, z przodu szedł Grzegorz pokazując mu drogę a za samochodem podążali pozostali pracownicy GEO-Max.  Po chwili samochód podjechał pod same barki i dało się usłyszeć głos Grzegorza, który naprowadzał kierowcę samochodu na prawidłowe tory.

- Powoli…, powoli…..przednie wjechały…..tak dobra…. jeszcze trochę…. OK. STÓJ.

Po krótkiej chwili Honker z wiertnicą był już zaparkowany na barkach.

- Nawet szybko poszło… - rzucił do siebie Grzegorz. A gdzie są próbki chłopaki?

- Szefie, włożyłem do kabiny Honkera – odpowiedział jeden z pracowników GEO-Max. Są ponumerowane z opisem z którego miejsca pochodzą plus mapa z naniesionymi punktami odwiertów i ich numerami.

- OK. Zabezpieczcie samochód, przyblokujcie koła najazdami a sam samochód dwoma linami jedna z przodu druga z tyłu. Jezioro jest wzburzone. Robi się średnio bezpiecznie.

Gdy samochód został zabezpieczony zgodnie z poleceniami Grzegorza ten zezwolił na zasłużony odpoczynek przy ognisku. Gdy podchodzili grupą Kapsel trzymał już w jednej ręce butelkę whisky w drugiej lampkę zapełnioną tym trunkiem po same brzegi.

- Grzesiu, to dla Ciebie, trzymaj bracie…. Akcja na medal, jak zwykle.

- Szczodrze nalałeś – odpowiedział Grzegorz

- Bo chyba zasłużyliśmy wszyscy jak nigdy, siadajcie i korzystajcie. Grześ – w pierwszej kolejności Twoje zdrowie szefie. W tym momencie Kapsel podał lampkę z trunkiem Grzegorzowi, zaraz potem nalał sobie tyle samo do drugiej lampki, wziął ją do ręki, zrobił gest poprzez lekkie uniesienie szklanki do góry z jednoczesnym radosnym spojrzeniem na Grzegorza i pozostałych pracowników GEO-Max i upił potężnego łyka.

- Dobre do kurestwo, po robocie smakuje jeszcze lepiej, a przy ognisku z kumplami i kiełbaskami porównałbym to do….

- Do soku o którym mówił Dario, czyż nie to chciałeś właśnie powiedzieć – przerwał mu Grzegorz wybuchając śmiechem.

- Tak, ku…..wa….. do soku, Grzesiu jak zwykle w punkt. Siadajcie, czym chata bogata.

Grzegorz z pozostałymi pracownikami rozpoczął konsumpcję, po szybkości zjadanego jedzenia i popijania procentowym trunkiem widać było gołym okiem że noc była dla nich wyczerpująca, widać że zgłodnieli a i pragnienie nie dawało o sobie zapomnieć.

- Co za przypadek, ponownie jezioro, ognisko i wspólny posiłek, pamiętasz Band-e Amir, wprawdzie tam był posiłek w pewnej odległości od jeziora i był zdecydowanie skromniejszy ale okoliczności podobne, wspólna akcja także zakończona sukcesem – zaczął wspominać Kapsel

 

- Taaaaak….. tam po raz pierwszy uratowałem twój tłusty tyłek – odparł Grzegorz.

- Jezu co tam się działo…, co to była za przygoda, myślę że mogłaby posłużyć do napisania dobrej książki lub nakręcenia filmu - odparł wyraźnie podniecony powrotem do wspomnień Kapsel

- No to opowiadajcie kur….wa, zaczęliście do wypada dokończyć – rzucił operator wiertnicy

- No fakt. Robiliśmy z Kapslem i dwoma "sierściuchami" rozpoznanie sił i środków Talibów przebywających niedaleko zapory umiejscowionej pośród 6 jezior zlokalizowanych w centralnej części Afganistanu. Jeziora te, ich położenie i kolor – mówię wam bajka. Przecudowne miejsce, kolor wody pamiętam do dzisiaj szmaragdowo-niebieski a w nich ogromne ryby, ilość taka że można było je łowić rękoma. Trzeba wiedzieć, że było i jest to ważne miejsce dla miejscowej ludności, bo jest to naturalny rezerwuar słodkiej wody. Dostaliśmy sygnał, że Talibowie będą się przymierzać do wysadzenia jednej z zapór na Band-e Amir, po to aby zniszczyć okoliczną osadę a winę za wszystko zrzucić na wojska Koalicji. Cel ich był taki, żeby zniechęcić lokalsów do Nas i przestać nam pomagać. Tak więc dostaliśmy zadanie sprawdzić siły i środki, którymi mogli dysponować Talibowie w tamtych okolicach. Rozpierducha ogólna z powietrza lub ostrzał rakietowy nie wchodziły w grę, istniało zbyt duże ryzyko uszkodzenia zapory, ponadto był to teren zamieszkały przez zaprzyjaźnione wioski. Potrzebna była operacja precyzyjna, szybko i konkretnie idealnie w cel, po prostu działanie typowo chirurgiczne. A żeby tak się stało potrzebne było dobre rozeznanie. W okolice jezior udaliśmy się „łopatami” a później 2 km pieszo. Gdy byliśmy wystarczająco blisko wykonaliśmy kilka meldunków, zdjęć i wydawało się że misja przebiegnie bezproblemowo. Nagle jeden z "sierściuchów" zauważył patrol Talibów, który zmierzał w naszą stronę, na szczęście nie mieli noktowizorów i nie widzieli nas z daleka, nie mniej zdążali w naszą stronę a my nie mieliśmy jak się ukryć – w okolicy nie było nic oprócz niewielkich głazów i jeziora. Wydałem wtedy szybką komendę rozebrania kałacha, lufa w usta i do wody. Tak zrobiliśmy. Nie wiem ile nam to zajęło ale to były sekundy, myślę że wówczas każdy z nas pewnie pobił swój rekord w szybkości rozebrania kałacha. Gdy wszyscy znaleźli się pod wodą, wystawały nam tylko tylko w niewielkim zakresie lufy kałachów przez które mogliśmy oddychać. W wodzie byliśmy dla pewności około 20 minut. Po wyjściu z wody byliśmy praktycznie bezbronni, wszystko mokre, części od kałachów gdzieś w wodzie, na szczęście działało radio. Wróciliśmy na umówione miejsce pod osłoną nocy i tam w oczekiwaniu na „łopaty” Kapsel urządził nam namiastkę kolacji. Ku….wa wyobraźcie sobie że ten cwaniak w trakcie pobytu pod wodą zdołał jeszcze złapać jedną z ryb, pozbawić ją żywota a po wyjściu z wody zabrał ją ze sobą. Rybka ta, w trakcie oczekiwania na "łopaty", posłużyła do kolacji, skromnej ale zawsze….

- Ale się wówczas bałem. To był mój pierwszy raz, gdy byłem w bliskiej odległości od Talibów i byłem bezbronny, nie wiedziałem czy zabiją mnie strzałem w wodę czy przejdą obok, nie wiedząc co skrywa ich piękne jezioro - rzekła Kapsel

-No dobra my tu gadu-gadu a "żużel" stygnie. Kapsel podaj mi ten duży kawałek, dawno tego nie jadłem, wiecie w mieście z Ginterem tylko surówki, kapusta słodka, sałatka lub kawior. Kur.....wa z nim jak idę do knajpy, przepraszam restauracji, to wiem, że się nie najem, wyjdę głodny i pozostanie szybki posiłek na Orlenie. Kapsel podaj go wreszcie. Mamy mało czasu, za 2 godziny przyjadą ciężarówki po barki, w tym czasie musimy już być na plaży w Dorotowie.

 

 

 

…….CDN……..

Od AUTORA: Zbieżność nazwisk, imion, miejsc i nazw przypadkowa, cała historia jest wyłącznie wymysłem autora na potrzeby opowieści.

AKADEMIA SZTUKI WOJENNEJ

Miło jest Nam poinformować, że w dniu 23 listopada 2023r. Mecenas Jakub Piotr Przymęcki, jako jeden z wielu zaproszonych gości uczestniczył w uroczystości zorganizowanej na Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie z okazji Święta Wojskowej Służby Prawnej połączonej z Inauguracją Nowego Roku Akademickiego na Wydziale Prawa i Administracji 2023/2024.