Opowieść Warmińska XXXII
Obraz widziany przez Listonosza powoli zaczął się stabilizować. Faktycznie pomieszczenie w którym się znajdował było szaro-bure, sufit półokrągły z kilkoma lampami przemysłowymi przymocowanymi po obu stronach ściany. W powietrzu czuć było wilgoć, gdzieś po ścianach widoczne były małe strużki wody które tworzyły na podłodze większe lub mniejsze plamy. Listonosz siedział na krześle, jego ręce i nogi były skrępowane czarnymi trytytkami, ręce przełożone za tył krzesła, nogi podkulone pod krzesło i przypięte dodatkowo do przednich nóżek krzesła. Listonosz próbował wyczuć luz, czy to w rękach czy nogach, aby go zwiększyć i wyślizgnąć jedną z kończyn, jednak opaski były spięte bardzo mocno, na poluzowanie raczej nie było szans.
- No to jak Kris, pogadamy czy mam tobie w tym pomóc. Coś mówiłeś czy mi się wydawało? A więc milczysz bracie, w sumie niczego innego po tobie się nie spodziewałem więc czym chata bogata, zaraz poczęstuję tym co mam, a to jest górna półeczka, towar palce lizać. Jak Kolumbijczyk sprzedawał to płakał. Po tej ambrozji po paru minutach język sam będzie latać jak łopata. Smacznego kolego.
Listonosz ujrzał, jak intruz w tym samym czasie wyjął strzykawkę, nałożył igłę, ukruszył czubek fiolki z przezroczystym płynem i po chwili włożył do fiolki igłę i napełnił nim strzykawkę, Następnie przesunął lekko tłok strzykawki do przodu do momentu wytryśnięcia cieczy i podszedł do Listonosza. Nie mówiąc nic wbił agresywnie igłę w nogę Listonosza i przesunął tłok w dół. W tym samym momencie do intruza zadzwonił telefon. Intruz odebrał połączenie, zostawiając strzykawkę w nodze Listonosza. Odwrócił się i zaczął rozmowę.
- Halo. Tak mam żartownisia. Jest ze mną w Miodówku. Pytasz się kto to jest? Nie uwierzysz Cyngiel, nie uwierzysz. Gość z „jedynki” przefarbował się kilka lat temu i obecnie robi za cywila. No że go upolowałem to szczęście niebywałe. Tak, właśnie go przygotowuję do pogawędki. Jak przyjedziesz pewnie już będę wszystko wiedzieć. No to czekam. Czołem.
W tym samym czasie Listonosz działał instynktownie, szybko nachylił swoją głowę do nogi ze strzykawką i zębami delikatnie ją wyjął, była zahaczona o spodnie. Strzykawka - tak jak myślał, tak jak zakładał, do tego był przecież szkolony, wprawdzie wiele lat temu, ale takich rzeczy się nie zapomina, - miała wygiętą w pół igłę, było to konsekwencja mocnego napięcia mięśni. Igła zamiast przebić tkankę miękką i wbić się w mięsień, wskutek napięcia mięśnia nie przebiła się przez niego lecz wykrzywiła się a siła wbicia strzykawki doprowadziła do wygięcia igły w pół, tym samym ciecz zamiast do ciała Listonosza została wstrzyknięta pod spodnie. Do takiego sposobu obrony jak i wielu innych Listonosz był przygotowywany miesiącami, zanim faktycznie został wysłany na pierwszą misję w ramach „jedynki”. Teraz strzykawkę miał w zębach, w pierwszej kolejności zaczął prostować igłę napierając na nią głową w stronę nogi a następnie, gdy mu się to udało, pocierając ją o spodnie zdjął ją ze strzykawki, którą natychmiast wpuścił między nogi a wyprostowaną igłę schował do ust. Teraz z mgnieniu oka był przygotowany na dalszy krok.





