OPOWIEŚĆ WARMIŃSKA - METRO XXIX

- No pięknie, mamy Olsztyńskie Metro albo coś na jego wzór. Kurwa…. Panowie, ile ta informacja jest warta, jak myślicie? Ja pierdolę, co za fart, co za przeżycie, do kogo idziemy z ta informacją, telewizja, radio, prasa czy do samego Premiera?- pytał retorycznie Tomek, będąc wyraźnie podekscytowanym. Przecież to news jest wart fortunę, albo nie…. Musimy eksplorować całość, tam coś musi być schowane,

- Tak złoty pociąg kolego….- rzucił ironicznie Ginter. Co więcej myślę, że musimy wstrzymać się z przekazem tej informacji komukolwiek, musimy o tym pogadać i na pewno nie tutaj. Zapraszam do mnie do Centaurusa – dodał po chwili.

- Po co do biura, tu i teraz trzeba gdzieś dzwonić, póki jesteśmy pierwsi, teraz jest okazja. Czas to pieniądz – denerwował się Tomek.

Tomek wyjął telefon mając zamiar ewidentnie do kogoś zadzwonić. W tym samym momencie Grzegorz uderzył go zamkniętą dłonią w krtań, uderzenie było tak mocne, że Tomek zaczął się dusić i prawie stracił przytomność. Nie był w stanie wydusić słowa, słychać było jedynie charczenie z ewidentnym problemem zaczerpnięcia powietrza. Przed upadkiem na ziemie uchronił go Grzegorz, łapiąc za przód ubrania i umożliwiając mu spokojny siad na ziemi.

- OK kolego, teraz chwilę posiedzisz, zaczerpniesz powietrza i przemyślisz sprawę, czy chcesz gdzieś zadzwonić? OK?- stwierdził Ginter

- OK – pokiwał głową Tomek.

Co tu się wyprawia, co to za burdy, co wy tu robicie i co robiliście wewnątrz budynku? – pytanie dobiegło zza pleców Gintera i Grzegorza. Gdy się odwrócili spostrzegli Ochroniarza budynku, który stał za nimi trzymając w ręku radiotelefon.

- Kolega zasłabł być, może miał zawał, wiec musieliśmy skorzystać z drzwi ewakuacyjnych… To jakiś problem? - zapytał udając zaskoczonego Grzegorz

- Zawał? Jezu….Dzwonie po pogotowie – stwierdził Ochroniarz.

- Po co pogotowie, Koledze już lepiej, prawda…- powiedział Ginter spoglądając na Tomka i dając mu znak ręką aby wstał.

- Dzień Dobry Panie Józku, to ja Tomek….- wypowiedź Tomka była ewidentnie spowolniona i lekko słyszalna. Mieszkaliśmy kilka lat temu w jednym bloku i w tej samej klatce w bloku na Dworcowej. Wie Pan chciałem pomóc koledze w załatwieniu kilka spraw w Urzędzie Marszałkowskim i masz tu….. nagle zakręciło mi się w głowie, koledzy wyszli ze mną na świeże powietrze, wiem że trochę poszliśmy na skróty ………….ale nie było innego wyjścia.

Mówiąc to Tomek wprawdzie wstawał ale powoli i przy pomocy Grzegorza, próbując otrzepać swoje ubranie z kurzu z jego prawej strony.

- A Dzień Dobry Panie Tomeczku, kupę lat. Już wszystko OK czy wzywać pomoc? – spytał Ochroniarz

- Taaak. Już Ok. Obejdzie się bez pogotowia, wiem Pan…. jestem uczulony na pawulon. He, he, he.

Miło Pana widzieć, no i proszę pozdrowić małżonkę. Swoją drogą Panie Tomeczku proszę nie chodzić na skróty, bo to ja będę mieć problemy a nie wy, wiecie góra poprzez kamery widzi wszystko i później dopierdala się do byle co.

- OK, proszę mi wierzyć więcej się to nie powtórzy.

Po chwili Ochroniarz pożegnał się i wrócił do swojego miejsca pracy w Urzędzie Marszałkowskim.

- Idziemy do mnie, musimy pogadać. Wiemy co wiemy, pytanie co z tym zrobimy, a dokładnie co Ty z tym zrobisz?. Milczenie jest złotem więc musimy pogadać o twoim honorarium, ale pamiętaj - za milczenie a nie klepanie jęzorem na prawo i lewo – powiedział Ginter zwracając się do Tomka.

- Nie ma o czym gadać Panowie, to jest moje odkrycie, ja odnalazłem wejście do tego „Metra” na Dworcu Głównym i to mi należy się rozgłos i właściwe podziękowanie. Już widzę te wywiady, kasę za nie, artykuły w gazetach. Kurwa, o czym tu gadać. Trzeba działać. Swoją drogą Panie Ginter…. Mam w dupie Pana kasę. Od tej chwili ja działam samodzielnie i zrobię to, na co mam ochotę. Zrobię to co ustawi mnie i moją rodzinę na lata.

- Widzę że nie zrozumiałeś prostego przekazu. Nie będzie żadnego rozgłosu, żadnych wywiadów, żadnych artykułów. Sprawa zostaje między nami – oznajmił Ginter. Pogadamy o tym w moim biurze – tym razem Ginter powiedział stanowczo, nie pozostawiając złudzeń co do możliwych innych scenariuszy.

Gdy Ginter wypowiedział te słowa w tym samym momencie Grzegorz przystawił Tomkowi lufę pistoletu do jego pleców, dając tym samym znak, że dalsza rozmowa merytoryczna, tak czy inaczej musi przenieść się do biura Gintera. Przez moment stali w milczeniu przed prowizorycznym przejściem dla pieszych na Wakara, akurat paliło się czerwone światło. W tym samym momencie dało się usłyszeć i po chwili zobaczyć samochód Policyjny, jadący na sygnale z włączona syreną. Samochód jechał agresywnie i szybko, chociaż dość pewnie, nie zwalniając przed skrzyżowaniem z Piłsudskiego. Gdy był tuż przed przejściem Tomek postanowił uwolnić się od towarzystwa swoich „kolegów”, chciał przebiec na drugą stronę jezdni krótko przed samochodem policyjnym. W tym celu rzucił się do ucieczki, będąc pewnym że zdąży przed samochodem. Gdy zrobił pierwszy duży krok do przodu jego but utknął między szyną tramwajową a układaną kostką… Zanim zdążył spojrzeć na swoją stopę w celu ustalenia przyczyny blokady jego ciało zostało uderzone z impetem przez nadjeżdżający tramwaj – kurs testowy. Uderzenie było potężne, jego ciało zostało podrzucone do góry i przerzucone na lewą stronę tramwaju w kierunku jezdni, a następnie ponownie uderzone z jeszcze większą siłą przez nadjeżdżający samochód policyjny. Drugie uderzenie nastąpiło, gdy ciało Tomka było w powietrzu na wysokości szyby czołowej. Uderzając w szybę czołową jego ciało wbiło się do środka samochodu, a stłuczona głową szyba zdążyła ją dekapitować. W tej samej chwili ostro zahamował tramwaj jak i samochód policyjny, motorniczy i kierowca wybiegli z pojazdów, widać że byli w szoku, kręcili głowami na znak, że nie wierzą w to co się stało, kucali i krzyczeli na przemian. Widok rozbryzganej krwi i szczątek ludzkich wbitych w samochód i głowy Tomka leżącej gdzieś tam na jezdni był przeraźliwy.

- Kurwa nawet zacząłem go lubić – skwitował Grzegorz

Jakub Piotr Przymęcki

WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE WZOROWANIE SIĘ LUB KOPIOWANIE ZABRONIONE.

Opowieść Warmińska - Metro XXVIII

- Co jest? – spytał Grzegorz.

- Przed nami delikatny prześwit, widzę światło dzienne, bardzo słabe ale jednak. Widzicie? Jedźcie tam ale powoli, może tunel uległ zawaleniu, może tory są nieprzejezdne albo coś w tym rodzaju...

Gdy zbliżali się do promieni światła dziennego, lekko muskających ścian tunelu i ginących gdzieś tam w jegoębi, zorientowali się że tunel jest cały a światło dzienne wchodzi do tunelu nie wskutek zawalenia się sklepienia ale poprzez specjalny otwór prawdopodobnie przeznaczony do wymiany powietrza. W tym samym czasie spostrzegli, że tunel rozszerzał się, coraz bardziej aż ich oczom ukazał się ….. kolejny peron, podobny lub nawet identyczny, jak ten przy dworcu PKP. Po chwili wjechali na niego, choć nie tak szybko jak Pendolino na Dworzec w Krakowie. Ten obraz wywołał u nich poruszenie z dreszczykiem emocji, wiedzieli że mają do czynienia z czymś dużym, dużym projektem tworzącym jedną wielką całość, dużym odkryciem czegoś, co było zorganizowane na dużą skalę i z rozmachem.

- Po co i komu była potrzebna podziemna kolej z peronami, komuniści coś to kombinowali czy co, jak myślisz Ginter? – spytał Grzegorz.

- Nie znam historii tego miasta, ale jakiś czas temu kataryniarz olsztyński, wiecie ten handlujący pamiątkami na Starym Mieście, który oprócz wygrywania melodyjek sprzedaje również książki o Olsztynie, namówił mnie na jedną z jego oferty „Olsztyn- losy w trakcie 20-lecia międzywojennego i w czasie II wojny światowej”. Książki wprawdzie nie czytałem w całości ale kilka razy rzuciłem do niej okiem, tak wiecie wybiórczo. No i jak wynikało z ustaleń jej autora okazuje się, że tak przed i w czasie II wojny światowej Olsztyn był bardzo ważnym miejscem dla Niemców. W regionie jak wiemy Niemcy wybudowali Wilczy Szaniec - kwaterę Hitlera, Mamerki - jako kwaterę Dowództwa Sił Lądowych, Lotnisko w Ornecie, Lotnisko w Gryżlinach wykorzystywane dla szkolenia pilotów…. Tego było dużo. Olsztyn według niego miał pełnić rolę LogistikZentrum. Zatem ta budowla jest czymś co zapewne wchodziło w skład tego Centrum, czegoś co miało łączyć Dworzec z innymi ważnymi miejscami w Olsztynie. Przecież coś w mieście do sprawowania władzy też było im potrzebne. Tory biegną od Dworca PKP, są położone pod ziemią, pewnie dla bezpieczeństwa osób przemieszczających się z Dworca ….. no właśnie …….do siedziby władz i z powrotem. Wiecie nie zdziwiłbym się, gdyby tunel biegł do czegoś większego, czegoś na wzór dużej miejskiej kwatery, może do pomieszczeń pod Zamkiem?

Cała trójka opuściła drezynę i weszli na peron. Wychodząc z drezyny rozglądali się uważnie. Wszystko wyglądało dość dobrze, chociaż trudno było zauważyć gdzie kończy się ściana a zaczyna podłoga bo wszystko zlewało się w jeden czerwony kolor z racji użytego materiału do budowy peronu jako całości - cegły.

- Tam są schody, idziemy…. – powiedział Ginter wskazując kierunek dalszego marszu.

Przy samych schodach zauważyli napis „AUSFAHRT” i zaraz za nim wąskie schody biegnące ku górze. Nie zastanawiali się ani przez moment, ruszyli nimi w stronę wyjścia. Po chwili dotarli do metalowych drzwi,

- Spróbujmy je otworzyć – rzucił Tomek.

Ginter pociągnął za klamkę, drzwi okazały się oczywiście zamknięte.

- Grzegorz… klamka od drzwi się rusza i one same też mają swój naturalny „luz” to znaczy że ………niekoniecznie zostały zamurowane, może po prostu zostały zamknięte i tyle. Podaj mi swoje kluczyki od samochodu – powiedział Ginter.

Ginter poprosił o kluczyki ponieważ pamiętał, że Grzegorz miał do nich doczepiony mini-scyzoryk, który zakupiony został jeszcze gdzieś na targu w Afganistanie. Scyzoryk posiadał standardowe narzędzia mały nożyk, pilnik otwieracz do butelek oraz szpikulec, składany na trzy razy. Po jego rozłożeniu i zablokowaniu części składowych jego długość przekraczała 15 cm. Idealne narzędzie do sforsowania zamka drzwi wejściowych lub samochodowego. Po kilku ruchach słychać było charakterystyczny „brzdęk” przesuniętej blokady zamka. Ginter spojrzał na kompanów, następnie chwycił za klamkę i popchnął drzwi. Te z trudem ale jednak trochę zostały uchylone. Ich oczom ukazała się płyta pilśniowa będąca tylną częścią jakiegoś mebla, chyba dużej szafy, która dalej blokowała otwarcie drzwi.

- Musimy to przesunąć, bo inaczej nie pójdziemy dalej – rzucił Ginter.

Cała trójka oparła się o drzwi i mocno napierała. Mebel z trudem ale zaczął się przesuwać, przy okazji wydając głośny pisk, będący konsekwencją tarcia nóżek mebla o posadzkę. Gdy pchając drzwi udało im się przesunąć mebel na blisko 40 centymetrów ich oczom ukazał się korytarz będący elementem jakiegoś budynku. Korytarz nie był już tak surowy jak klatka chodowa którą przed chwilą podążali. Ewidentnie był elementem jakiegoś dużego budynku, był zadbany i raczej codziennie użytkowany– ściany wymalowane olejną farbą, posadzka wykonana z betonu, założone i działające nowoczesne oświetlenie. W oddali było słychać jakieś głosy, ewidentnie ktoś zmierzał w ich kierunku. Aby eksploracja terenu mogła trwać dalej, musieli uniknąć spotkania z kimkolwiek. Ginter rozglądał się i wnet zauważył tabliczką z napisem - tym razem po polsku - WYJSCIE EWAKUACYJNE. Bez zastanowienia w iście wojskowym stylu rzucił

Za mną.

Po wydanej komendzie wszyscy szybkim tempem minęli drzwi, Grzegorz jako ostatni zamknął je, następnie cała trójka przesunęła szafę ponownie pod ścianę, następnie udali się w kierunku zgodnym z tablicą informacyjną. Korytarz wydawał się nie mieć końca, więc w pewnym momencie zaczęli biec tak szybko jak tylko potrafili. Gdy dotarli do rozwidlenia Ginter rozejrzał się w prawo za chwilę w lewo. Droga wyglądała tak samo. Ostatecznie bez większego namysłu wybrał korytarz po jego prawej stronie z racji widocznych drzwi na końcu korytarza z napisem „Wyjście Ewakuacyjne”. Ginter podszedł do drzwi, czuł wyraźnie powiew świeżego powietrza, nie wiedział tylko w jakiej części miasta Olsztyna teraz się znajdują i co zobaczą po drugiej stronie zamkniętych drzwi. Po ponownym wykorzystaniu scyzoryka należącego do Grzegorza i udanym sforsowaniu zamka ostatecznie i te drzwi udało się otworzyć. Po ich otwarciu oczom Gintera i pozostałej dwójki eksploratorów ukazał się w sumie jakże nieoczekiwany obraz - parking zlokalizowany przed Urzędem Marszałkowskim od strony ulicy Kościuszki, blisko 2 kilometry od dworca PKP z którego wyruszyli. Cała trójka opuściła majestatyczny budynek Urzędu Marszałkowskiego wejściem/wyjściem ewakuacyjnym, przy czym nikt nie zwrócił na nich uwagi, tak jakby taka sytuacja była zupełnie normalna. Zycie w mieście dalej się toczyło zupełnie normalnie, i tak jakiś samochód właśnie bez przeszkód wyjeżdżał z parkingu sprzed Urzędu Marszałkowskiego, chodnikiem tuż za parkingiem dalej przemieszczali się ludzie w swoim typowym pędzie dostosowanym do codziennych obowiązków, dalej na placu budowy torowiska w okolicy zaplanowanego przystanku tramwajowego z widocznym napisem – PRZYSTANEK WAKARA kilku pracowników głośno rozmawiało, coś uzgadniali. Tak czy inaczej nikt nie zwracał na nich uwagi.

- My jesteśmy tutaj i patrzymy na Olsztyn z naszej perspektywy, oni są tam i nie wiedzą po czym stąpają – rzucił Ginter. Cała trójka doświadczyła dość dziwnego uczucia, wiedzieli że mają do czynienia z odkryciem na miarę sensacji XXI wieku i oni są częścią tego przedsięwzięcia lecz nikt z przechodniów, nikt z mieszkańców Olsztyna – nie ma pojęcia o tym, co przed chwilą zostało przez nich odkryte, nikt nie ma pojęcia o kolejnej wielkiej tajemnicy Warmii i Mazur.

Opowieść Warmińska - Metro XXVII

XXVII

....................................................

- Dzień Dobry Panie Ginter – rzucił Tomek wyciągając rękę na przywitanie.

- Dzień Dobry, moment – odpowiedział Ginter, odbierając połączenie telefoniczne. Halo, Grześ mam nadzieję że tam w Dorotowie już posprzątane a ty gotowy na wyzwania nowego dnia… Więc posłuchaj migiem przyjedź na plac budowy nowego dworca PKP, czekam w przejściu podziemnym…. Poczekaj.

- Tunel numer 2 Panie Ginter – wtrącił Tomek

- No właśnie…. Tunel numer 2, masz 10 minut, rozumiemy się? Czekam!

Ginter rozłączył się i spojrzał na Tomka

Więc co tam kolego. Mam nadzieję że twoja historyjka jest godna mojego czasu.

- Panie Ginter tak jak powiedziałem to coś jest w wejściu podziemnym pod torami, zapraszam. Otwór w ziemi zasłoniłem osobiście, na chwilę obecną nikogo tam nie ma wiec spokojnie możemy obaj dokonać sprawdzenia co to jest.

Po chwili obaj znaleźli się w przejściu podziemnym i po kilku krokach stali już przed ścianą boczną tunelu Nr 2. W tunelu nie było jeszcze posadzki była za to świeża ziemia nawieziona pod wylewkę betonową. Potencjalny otwór do niższej partii tunelu przykryty został płytą paździerzową wielkości otworu drzwiowego.

- Zdejmij tę płytę – powiedział Ginter

Po chwili ich oczom ukazały się niewielkie schodki i cegły wmurowane w otwór przypominający wejście.

- Trzeba to rozpierdolić, aby się przekonać co to jest – powiedział Ginter. Po chwili Tomek zaczął uderzać w cegły a te po kilku uderzaniach zaczęły wpadać do środka otworu.

- o Kurwa, co to jest? Piwnica? – rzekł zdziwiony Tomek.

W tym momencie nadszedł Grzegorz.

- No... No…. Ładna historia, tunel w tunelu, Konserwator jak się o tym dowie wszystko zablokuje i będzie chuj a nie Dworzec – powiedział Grzegorz.

- Nie gadamy, działamy! Grzesiu wejdź jako ostatni i zasłoń otwór płytą.

- Ginter kurwa, mówisz jak rasowy polityk z telewizorni „nie gadamy, działamy” No no, czyżby Nasza spółka w nadchodzących wyborach miałaby Ciebie promować na polityka, może na senatora? Szanowni Państwo przed Wami Senator Ginter HUK- mówiąc to Grzegorz lekko podśmiechiwał się do siebie.

- Wszystko przed nami, zasłaniaj - rzucił Ginter. 

Gdy wszyscy weszli do środka a otwór drzwiowy został zasłonięty płytą wewnątrz zapanowała ciemność. Tomek będąc przygotowany na taki scenariusz wyjął z kieszeni latarkę, przekazał ją Ginterowi, natomiast sam włączył latarkę w umieszczoną na swoim kasku. Wszyscy trzej powoli schodzili w dół, korytarz był wąski, jego ściany i sklepienie wykonane zostały z wmurowanych cegieł, które wykorzystane zostały także do wykonania stopni chodowych. Było bardzo wilgotno a w powietrzu, pomimo dającego się zauważyć ruchu powietrza, wyczuwali zapach stęchlizny, pleśni i zwierzęcych trucheł, głównie chyba szczurów. Po przejściu w dół około 25 schodów weszli na coś co przypominało ….. peron, mały podziemny z wąskimi torami tuż przy miejscu przeznaczonym dla „podróżnych”. Po ich lewej stronie peron rozciągał się na około 40 metrów i kończył się, podobnie jak tory, ścianą betonową na szerokość peronu i torowiska, natomiast po ich prawej stronie peron kończył się na podobnej długości, tyle że torowisko biegło dalej w głąb nieoświetlonego tunelu. Przy peronie na torach stały trzy małe drezyny, każda maksymalnie z możliwością zabrania do 8 osób, napędzane były poprzez ruch „kiwajki” w górę i w dół, która mogła być obsługiwana przez dwie osoby, dla których wydzielono dwa osobne miejsca, pozostałe kanapy tak z przodu jak i z tyłu były umieszczone zaraz za siedzeniami przeznaczonymi dla operatorów „kiwajki”.

- O Matko Boska…….. Mamy w Olsztynie prowizoryczne metro. Jedziemy w głąb tunelu czy idziemy pieszo?- spytał zaciekawiony i podekscytowany Tomek

Ginter, podobnie jak Grzegorz, rozglądał się powoli będąc pod wielkim wrażeniem znaleziska, spoglądał na peron raz w jedną stronę raz w drugą i kręcił przy tym głową. Szybko zdał sobie sprawę, że nie jest dobrze, to odkrycie leży w sprzeczności z interesami GEO-Max i innych powiązanych spółek. Odkrycie przyciągnie gapiów, ciekawskich, media i innych żądnych przygód. Plany na potencjalny wykup gruntów ze złożami wanadu lub nawet tytanu, których poszukiwanie wokół Olsztyna jeszcze się nie zakończyło - mogą dostać w łeb, co skutkować będzie milionowymi startami. Konsorcjum GEO zainwestowało już znaczną ilość środków idących w miliony w to przedsięwzięcie, zatem fiasko nie wchodzi w rachubę. Ukrycie tego znaleziska stało się dla Gintera priorytetem.

- Kurwa w takim momencie. Ja pierdolę, jak się dowiedzą media i inni poszukiwacze wrażeń to mamy przepierdolone. Wszyscy będą szukać sensacji, będą szukać aż może dojdą do innych skrywanych tajemnic i osób… Jebany Olsztyn nie pomaga nam, co to za miejsce? Warmńskie Kłodzko kurwa czy coś w tym rodzaju ?!– stwierdził Grzegorz.

- Jest tak jak mówisz, ale na razie nikt nie wie i niech tak zostanie. Wsiadać, zobaczmy co jest dalej – stwierdził Ginter.

Po chwili cała trójka siedziała w drezynie, Grzegorz z Tomkiem chwycili „kiwadło” i zaczęli po woli wprawiać drezynę w ruch. Na początku było trudno, koła choć grubo oblepione smarem były lekko zastałe, zatem te pierwsze obroty kół szły bardzo topornie, choć po kilku metrach hałas wydobywający się spod kręcących się kół był co raz cichszy aż w pewnym momencie zniknął. Cała trójka poruszała się drezyną bardzo powoli, Ginter świecił latarką w głąb tunelu i obserwował tory, był bardzo skupiony i gotowy do wydania komendy STÓJ, gdyby tylko zauważył jakieś niebezpieczeństwo na torach tuż przed lub nad nimi. O dziwo mijały metry, dziesiątki metrów może nawet ujechali kilometr a drezyna bez problemu poruszała się po torach w głąb oświetlonego przez Gintera tunelu. W pewnym momencie Ginter krzyknął – STÓJ!

...............CD.........................MOŻE....................NASTĄPI..........................................................................................................................

Urząd Zamówień Publicznych - Krajowa Izba Odwoławcza

Wrzesień 2025r.  zakończył się kolejną wygraną przez NAS sprawą w Urzędzie Zamówień Publicznych - Krajową Izbą Odwoławczą w Warszawie.

Tym razem NASZA Kancelaria wniosła odwołanie od rozstrzygnięcia Zamawiającego, zarzucając mu brak ustaleń w zakresie ZMOWY PRZETARGOWEJ, tym samym brak wykluczenia dwójki oferentów i brak odrzucenia ich ofert. Odwołanie zostało uwzględnione w całości.

Przypominam czym jest zmowa przetargowa: I tak przez zmowę przetargową należy rozumieć nieformalną umowę pomiędzy przedsiębiorstwami dotyczącą udziału w przetargu, warunków składania ofert, w szczególności zakresu prac czy ceny. Należy pamiętać, że istota zakazu naruszania wolnej konkurencji jest uregulowana w ustawie o ochronie konkurencji i konsumentów, która wprost zakazuje zawierania porozumień antykonkurencyjnych. Do takich porozumień należy zaliczyć wszelkie porozumienia zawierane pomiędzy przedsiębiorcami (wprost lub w sposób dorozumiany), których celem lub skutkiem jest wyeliminowanie, ograniczenie lub naruszenie w inny sposób konkurencji na rynku właściwym.

radca prawny Jakub Piotr Przymęcki

Operator Publiczny - WYBÓR

Stosownie do postanowień ustawy z dnia 16 grudnia 2010r. o publicznym transporcie zbiorowym organizator przewozów dokonuje wyboru operatora w trybie: ustawy z dnia 11 września 2019 r. - Prawo zamówień publicznych (Dz.U. z 2024 r. poz. 1320) albo zgodnie z art. 22 ust. 1 ustawy, to jest w wyniku bezpośredniego zawarcia umowy. Zawarcie umowy z operatorem wedle tej drugiej opcji, to jest poza ustawą Prawo zamówień publicznych, wcale nie daje organizatorowi pełnej swobody w wyborze operatora.

Mianowicie, tak wybór w ramach ustawy Prawo zamówień publicznych, jak i wybór bezpośredni, wymagają ze strony jednostki samorządu terytorialnego zachowania zasad właściwych dla sektora finansów publicznych, a więc zapewniania działania wyłącznie zgodnego z prawem, oszczędności, transparentności, efektywności i celowości. Innymi słowy każdy podmiot zaliczony do sektora finansów publicznych i dokonujący zakupów, dostaw, usług i robót budowlanych, niezależnie od podstawy prawnej swojego działania jest zobowiązany przestrzegać zasad chroniących środki publiczne. Teza wskazana wyżej znajduje potwierdzenie między innymi w wyroku WSA w Krakowie z 14.06.2016 r., sygn. akt I SA/Kr 281/16.

radca prawny Jakub Piotr PRZYMĘCKI

 

Opowieść Warmińska - XVI WARMYLANDIA

Panie Prezydencie….Trzeba zwizualizować problem, problem który uniemożliwia nam zrealizowanie naszych planów. Tym problemem jest Purda a dokładnie Chrust, ich Wójt. Są dwie możliwości, co najmniej dwie. Pierwsza dość oczywista, skuteczna i sprawdzona. Skompromitujemy faceta, czy to poprzez podsuniętą mu dziwkę lub sex-zdjęcia które znajdą się na jego kompie, następnie w mediach pojawią się komentarze, artykuły etc, on sam zamiast na gminnych sprawach skupi się na swoim oczyszczeniu. Jak to będzie wyglądać, ile czasu i ile wysiłku będzie go to kosztować, nikt tego nie wie, jedno jest pewne ten proces oczyszczania będzie kosztowny i długotrwały…. Może to potwierdzić Małek, były Prezydent naszego miasta. Czyż nie? My w tym czasie ruszymy z drugim wnioskiem o powiększenie granic administracyjnych miasta a sama Purda…. uwaga, z tym wnioskiem się zgodzi, bo taka będzie wola ich włodarza. A dlaczego miałby się zgodzić??? Uwaga - bo dostanie ofertę w pomocy samooczyszczenia…. Damy mu dowody przekierowujące podejrzenie na służby ruskie, pragnące za wszelką cenę osłabić państwo polskie, w tym jego samorząd.

Drugie rozwiązanie też jest dobre, bo proste w swoim założeniu no i pozostające bardziej w zgodzie z przepisami prawa, to znaczy złamiemy mniej paragrafów. Czyli zachęcimy Gminę Purda do wyrażenia zgody na zmiany w granicach administracyjnych a wabikiem będzie Centrum Rozrywki WARMYLANDIA, wie Pan to na wzór Energylandii. Ściągniemy inwestora do Purdy a przynajmniej pomożemy Purdzie w tym zadaniu. Gdyby do tego doszło Gmina zyska konkretnego inwestora i płatnika de facto nie małych podatków, my rzecz jasna spokój i swój teren niezbędny do rozwoju miasta.

Decyzja należy do Pana Panie Prezydencie – oznajmił Dratewka.

- Kurwa Dratewka żadnych panienek i podesłanych pornozdjęć. Nasz region już wyczerpał limit sexafer, i nie myślę tu tylko o Małku. Swoją drogą co ty taki chętny na podjebanie kogoś? Uważaj - bo i tobie ktoś kiedyś coś może podesłać, karma wraca.

- Panie Prezydencie ja tylko spekuluję...

- To nie spekuluj, ale włącz myślenie, szersze myślenie, wielowątkowe. Skupmy się na drugiej koncepcji. Czy nie jest tak, że Inwestor od WARMYLANDII już próbuje swoich sił w Olsztynku? Prasa rozpisuje się że to właśnie tam planuje stworzyć park rozrywki, więc co i jak chcesz zrobić, aby nagle zmienił zdanie?. Wiesz przecież że wyznaczenie lokalizacji inwestycji na taką skalę jest poprzedzone wieloma analizami ekonomiczno-prawnymi i nie tylko takimi. Liczy się miejsce, bliskość do węzłów komunikacyjnych, baza gastronomiczno-hotelowa, atrakcyjność regionu i związany z tym potok turystów i tak dalej, wszystko pod kątem maksymalizacji zysków – kontynuował Grzyb.

- Panie Prezydencie jak dotąd decyzje organów ochrony środowiska są dla niego negatywne. Nie wiadomo czy i kiedy będzie w stanie te przeszkody pokonać. My wraz z Purdą możemy zaoferować mu takie warunki, jakich każdy inwestor może pozazdrościć. Ze swojej strony po przejęciu gruntów od Purdy część z nich przeznaczymy od razu pod bazę hotelową, parkingową i usługową, dzięki temu najbliższa okolica nowego centrum rozrywki będzie posiadała właściwe zaplecze pozwalające mu się rozwijać. Co więcej w perspektywie czasowej podciągniecie linii tramwajowych do planowanego centrum rozrywkowego to będzie tylko formalność, bo pieniądze wyłoży na to sam inwestor. Takie torowisko będzie przecież w jego interesie. Oprócz tego nasz region urośnie w siłę, więcej turystów to więcej kasy z podatków. Innymi słowy co najmniej dwie pieczenie na jednym ogniu.

- OK podoba mi się ta wizja. No to zabieraj się do roboty. Działamy na legalu, żadnych samowolek i łamania paragrafów. Na to przyjdzie czas, jak faktycznie nie będzie wyjścia.

OPOWIEŚĆ WARMIŃSKA - Miasteczko Prawne

Był piątek, krótko przed 11.00. Prezydent Grzyb siedział przy swoim biurku wpatrzony w ścianę. Nie ruszał się, nie mrugał powiekami, prawie nie oddychał, puls wyraźnie spowolniony, po prostu siedział nieruchomo przy szklance Whisky upitej do połowy. Jego aktualna nieruchoma pozycja przypominała figurę woskową, niczym z Muzeum Madame Tussauds. Grzyb siedział w takim stanie już dłuższy czas, być może liczony w godziny. Taka postawa była możliwa po zapewnieniu sobie u sekretarki zupełnego spokoju, to jest żadnych telefonów, żadnych petentów, żadnych pracowników Ratusza etc. Sekretarka wypełniła ten obowiązek w 100% aż do tej chwili…. Nagle bowiem tę błogą cisze zakłócił dźwięk telefonu, było to połączenie wewnętrzne z sekretariatu. Grzyb po czwartym sygnale powoli podniósł słuchawkę.

- Tak ?- zadał cicho pytanie, tak jakby chciał ukryć rozmowę przed innymi osobami.

- Panie Prezydencie właśnie przysłano projekt rozporządzenia z MSWiA.

- Przynieś.

Po chwili Grzyb usłyszał delikatne podwójne pukanie do drzwi, następnie drzwi się otworzyły i weszła sekretarka, która cichutko podeszła do biurka Prezydenta, nieśmiało położyła na jego biurku otwartą już korespondencję z MSWiA a następnie w ciszy i w tym samym tempie co weszła wyszła z gabinetu Prezydenta, zamykając za sobą drzwi.

Grzyb nie biorąc do ręki korespondencji (pisma przewodniego) spojrzał z daleka na treść pisma i od razu rzuciły mu się w oczy stwierdzenia takie jak: „nie akceptuję” „proponowane rozwiązanie nie jest to zgodne z interesem gmin ościennych” „nie leży to w zgodzie z szeroko rozumianym interesem społecznym”

- KURWA, Kurwa, Kurwa jego mać – krzyczał na cały gabinet.

W trakcie głośnego szlochania podniósł słuchawkę, szybko połączył się z sekretariatem i gdy usłyszał głos sekretarki krzyknął:

- Dawaj mi kurwa DRATEWKĘ, tylko szybko.

Andrzej DRATEWKA był zaliczany do grona najbliższych współpracowników Grzyba, panowie razem działali w samorządzie olsztyńskim od blisko 15 lat, razem należą do tej samej partii, choć Dratewka wstąpił do niej dopiero kilka lat temu za wyraźną namową Grzyba, dodatkowo od 3 lat Dratewka zajmował stanowisko Zastępcy Prezydenta Olsztyna. Cel współpracy był jasny panowie musieli podzielić się obowiązkami w zakresie olsztyńskich inwestycji, bo w krótkim okresie czasu kilka z nich się zazębiło. I tak tramwaje i rozbudowa linii tramwajowych oraz budowa Dworca były po stronie Grzyba, zaś budowa Hali Urania oraz zapewnienie rozbudowy Olsztyna poprzez rozszerzenie jego granic administracyjnych i stworzenie „miasteczka prawnego” były po stronie Dratewki. Rozbudowa Olsztyna miała odbyć się kosztem terenów należących obecnie do Gminy Purda, która poprzez swojego Wójta Jana Chrust zdecydowanie była przeciwna wszelkim zmianom granic administracyjnych sąsiadujących ze sobą samorządów. Dla Gminy Purda zatrzymanie i zmuszenie do porzucenia pomysłu „miasteczka prawnego” było priorytetem. Najbliższe dni miały pokazać, który z samorządów jest skuteczniejszy w swoich działaniach i który posiada lepsze kontakty w Warszawie. Współpraca Prezydenta z Zastępcą jak dotąd układała się rewelacyjnie, mimo pewnych perturbacji z tą czy inną inwestycją, z budżetem i mało skutecznym przekazem PR, razem znosili trudy urzędniczego dnia codziennego. Aż do dzisiaj. Grzyb jednym haustem opróżnił szklankę Whisky i gdy kończył wprowadzanie trunku do swojego ciała do gabinetu wszedł Dratewka.

- Jestem poirytowany i pewnie domyślasz się przyczyn takiego stanu… Odmówili….. Kurwa odmówili…..Rozumiesz? Wyrazili swoją negatywną opinię co do rozbudowy Olsztyna. Ten Chrust dotarł wyżej i do innych osób niż Ty. Do bardziej decyzyjnych Kurwa Jego Mać. Takie ZERO posiada plecy i posłuch w MSWiA większy niż My razem wzięci, przecież on kurwa nawet nie jest w jednej czy drugiej partii tworzącej koalicję obywatelską? Jak mogło do tego dojść wyjaśnij mi łaskawie.

- Panie Prezydencie. Wiem i zdaję sobie sprawę że sytuacja nie jest komfortowa. Ale zapewniam że brałem taką sytuację pod uwagę i jestem przygotowany na scenariusz numer 2. Pamiętajmy, to dopiero początek naszej batalii, sprawa nie jest przesądzona definitywnie, zresztą nikt nie mówił że będzie łatwo, wiedzieliśmy o tym obaj. Wiem że zgoda lepiej by wyglądała z punktu PR, szybka decyzja, szybka zgoda MSWiA i Olsztyn rośnie w siłę. No cóż tak nie jest więc już dzisiaj przechodzimy do przeforsowania inicjatywny „miasteczko prawne 2”

- Co to kurwa jest „miasteczko prawne 2”, oświeć mnie zanim zejdę na zawał?- stwierdził nerwowo Grzyb.

ciąg dalszy nastąpi.....Zbieżność nazw, faktów,zdarzeń lub ludzi przypadkowa i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością

Opowieść WARMIŃSKA XIV - metro

XXIV - metro

Ginter zmierzał swoim samochodem w kierunku Olsztyna i gdy kończył zjazd ze „ślimaka Tomaszkowo” w celu wjechania na „eskę” zadzwonił telefon. Spokojnie spojrzał na wyświetlacz, numer nieznany, odebrał telefon.

- Halo…

- Dzień Dobry Panie Ginter, tu Tomek. Pewnie mnie Pan nie pamięta... Hm…. Jestem kierownikiem budowy, pracuję przy budowie dworca w Olsztynie, spotkaliśmy się kiedyś w Urzędzie Miasta na wspólnej naradzie inwestycyjnej dot. tramwajów i nowego dworca. Powiedział mi Pan, że jak coś się wydarzy na budowie lub coś zajdzie tam dziwnego... to żebym do Pana zadzwonił…. W pierwszej kolejności oczywiście. Dał mi Pan do siebie numer i obiecał gratyfikację … więc dzwonię…

- A tak, pamiętam…. Więc co wzbudziło Twój niepokój drogi kolego?

- Jeszcze nie zna Pan ceny a już sugeruje że „drogi”?Hm…. żarcik. Panie Ginter w trakcie wykonywania robót przy tunelu pod torami pracownicy znaleźli zamurowany otwór... niby drzwiowy, tyle że w posadzce. Niby nic, nie mniej na tej głębokości jeśli istnieje coś co jest zamurowane, to musi budzić co najmniej zdziwienie i ciekawość. Jest on w pewnym zadolnieniu i biegną do niego krótkie schody. Wszystko oczyściłem już z piachu i kamieni, wydaje się to być stare ….nawet bardzo bardzo stare. Nie chcemy tutaj problemów z konserwatorem zabytków, chłopaki chcieli to zakopać ale zanim tak się stanie chciałem Panu o tym powiedzieć.

- Ile osób o tym wie? – spytał Ginter

- O znalezisku wiem ja i dwóch pracowników. Nimi bym się nie przejmował, to pracownicy najemni z Bangladeszu, ledwo mówią 5- 10 słów po polsku, ponadto dla nich takie coś to nic nie znaczy, nie znają historii tego miasta…zresztą u nich cenne znalezisko musi mieć tysiące lat. Zatem oni, ja no i teraz wie także Pan.

- OK niech ta wiedza się nie rozchodzi po ludziach, niech taki stan już zostanie. Jadę do Ciebie. Zabezpiecz miejsce, zasłoń czymś i odpraw tych pracowników w inne miejsce pracy. A jeszcze jedno, załatw młot do kruszenia betonu - pneumatyczny lub duży młot ręczny.

- OK już mam, czekam na Pana – odpowiedział Tomasz.

Ginter rozłączył się - No pięknie, najpierw wydarzenia w Dorotowie, teraz kurwa na Dworcu w Olsztynie. Ten dzień zaczyna się kurewsko źle – pomyślał.

Zbliżając się do Olsztyna, jeszcze przed lasem, jest stacja BP. Ginter lubił się tam zatrzymywać. Stacja była dość duża z dobrym asortymentem i zwykle nie było tram ludzi. I tym razem, chociaż śpieszył się na spotkanie z Tomkiem, postanowił tam wjechać.

- Kawa, kawa i kanapka z tuńczykiem. Tak najpierw to, chwila przyjemności później reszta – pomyślał i szybko skręcił swoją Porsche Panamera w prawo, nie dając przy tym kierunkowskazu. Tym razem nie włączył go, bo jego manewr był wykonany w ostatniej chwili, po szybkim namyśle i podjęciu decyzji w ostatniej chwili. Nota bene Ginter zwykle nie włączał kierunkowskazów, nie potrafił wytłumaczyć tego fenomenu, po prostu tej funkcji w samochodzie nie używał, podobnie jak wielu innych kierowców innej marki typu „będziesz mieć wydatki”. Kierunkowskaz traktował jako swoistego rodzaju niczym nie zobowiązującą sugestię, której nie miał potrzeby cyklicznie uzewnętrzniać, w myśl zasady „po chuj ci wiedzieć gdzie jadę swoją zajebistą furą. Patrz, obserwuj i dostosuj się”.

- Dzień Dobry – rzucił beznamiętnie Ginter wchodząc do środka Stacji

- Dzień Dobry – odpowiedziała młoda dziewczyna, zaznaczając na swoim licu niewielki grymas mający symbolizować miły uśmiech. Z tabliczki wpiętej w firmową bluzę wynikało, że dopiero uczyła się swojej pracy. Widać, że jej na tej pracy zależało, swoją postawą i radosnym „dzień dobry” przekonywała o tym każdego – bez dwóch zdań.

- Poproszę małą czarną kawę i kanapkę z tuńczykiem – powiedział bez namysłu Ginter

- Czy posiada Pan aplikację naszej stacji?- spytała dziewczyna

Ginter tylko pokiwał głową na znak, że takiej nie posiada.

- A może chce Pan ją założyć? – spytała młoda Kasjerka

Ginter ponownie pokiwał głową przecząco, na jego twarzy widoczna była oznaka zniecierpliwienia. Przecież przyszedł tutaj po szybką kawę i kanapkę, które miał zamiar konsumować w samochodzie, jadąc na pilne spotkanie z Tomaszem, a nie na jakieś tam pogaduchy z kasjerką ze stacji.

- Razem będzie 25 zł. Kartą?

Ginter pokiwał głową tym razem na „tak”.

Kurwa, po co się pytasz dziewczynko, skoro trzymam kartę w ręku i bez głębszej analizy moich potencjalnych ruchów widać na zewnątrz, że będę płacić nie gotówką ale właśnie kartą – pomyślał.

Ginter przyłożył kartę do czytnika, po chwili usłyszał typowy dźwięk czytania karty i zdjęcia z niej żądanej kwoty pieniężnej.

W momencie gdy Ginter odchodził od lady młoda kasjerka rzuciła w jego stronę

- Proszę się uśmiechnąć, taki Pan spięty i naburmuszony…. Szkoda psuć sobie tak dobrego dnia…

Ginter zatrzymał się, powoli odwrócił w jej stronę, przez moment popatrzył na nią, następnie wrócił do lady.

- Brawo, dobrze mnie Panienka oceniła. Faktycznie jestem zdenerwowany od rana, co widać i słychać, choć to nie Pani wina. Przepraszam, jeśli poczuła się Pani niekomfortowo, tak jakby to było z Pani winy. Raz jeszcze przepraszam i życzę miłego dnia. Do zobaczenia. Mówiąc to Ginter przyglądał się twarzy młodej kasjerki. Tym razem zauważył w jej oczach lekkie zmieszanie, chyba zrozumiała że zrobiła coś czego może nie powinna, coś co nie leżało do końca w jej kompetencjach.

Ginter wyszedł ze stacji. Po tej szybkiej i nie zaplanowanej wymianie zdań jakoś powietrze z niego zeszło. Chyba poczuł się trochę lepiej-luźniej, choć nie rozumiał przyczyny tego stanu rzeczy. Niby rozmowa o niczym i z obcym człowiekiem a jednak odniosła pozytywny efekt co do jego stanu psychicznego.

Droga do Olsztyna teraz przebiegła mu nadzwyczajnie szybko. Ginter zaparkował samochód przy bramie wjazdowej na plac budowy nowego dworca. Wychodząc z samochodu zapalił papierosa, rozejrzał się po okolicy, rzucił okiem na nowo powstający budynek dworca i gdy wyciągał z kieszeni telefon zobaczył podchodzącego do niego Tomka.

Farma Fotowoltaiczna

Szkolenie Szklarska Poręba

Przeprowadzanie szkoleń w nowych miejscach to nie tylko przekazywanie wiedzy i dzielenie się  swoimi doświadczeniami to także możliwość poznania ciekawych ludzi i miejsc.

Jakub Piotr Przymęcki radca prawny