OPOWIEŚĆ WARMIŃSKA - METRO XXIX
- No pięknie, mamy Olsztyńskie Metro albo coś na jego wzór. Kurwa…. Panowie, ile ta informacja jest warta, jak myślicie? Ja pierdolę, co za fart, co za przeżycie, do kogo idziemy z ta informacją, telewizja, radio, prasa czy do samego Premiera?- pytał retorycznie Tomek, będąc wyraźnie podekscytowanym. Przecież to news jest wart fortunę, albo nie…. Musimy eksplorować całość, tam coś musi być schowane,
- Tak złoty pociąg kolego….- rzucił ironicznie Ginter. Co więcej myślę, że musimy wstrzymać się z przekazem tej informacji komukolwiek, musimy o tym pogadać i na pewno nie tutaj. Zapraszam do mnie do Centaurusa – dodał po chwili.
- Po co do biura, tu i teraz trzeba gdzieś dzwonić, póki jesteśmy pierwsi, teraz jest okazja. Czas to pieniądz – denerwował się Tomek.
Tomek wyjął telefon mając zamiar ewidentnie do kogoś zadzwonić. W tym samym momencie Grzegorz uderzył go zamkniętą dłonią w krtań, uderzenie było tak mocne, że Tomek zaczął się dusić i prawie stracił przytomność. Nie był w stanie wydusić słowa, słychać było jedynie charczenie z ewidentnym problemem zaczerpnięcia powietrza. Przed upadkiem na ziemie uchronił go Grzegorz, łapiąc za przód ubrania i umożliwiając mu spokojny siad na ziemi.
- OK kolego, teraz chwilę posiedzisz, zaczerpniesz powietrza i przemyślisz sprawę, czy chcesz gdzieś zadzwonić? OK?- stwierdził Ginter
- OK – pokiwał głową Tomek.
Co tu się wyprawia, co to za burdy, co wy tu robicie i co robiliście wewnątrz budynku? – pytanie dobiegło zza pleców Gintera i Grzegorza. Gdy się odwrócili spostrzegli Ochroniarza budynku, który stał za nimi trzymając w ręku radiotelefon.
- Kolega zasłabł być, może miał zawał, wiec musieliśmy skorzystać z drzwi ewakuacyjnych… To jakiś problem? - zapytał udając zaskoczonego Grzegorz
- Zawał? Jezu….Dzwonie po pogotowie – stwierdził Ochroniarz.
- Po co pogotowie, Koledze już lepiej, prawda…- powiedział Ginter spoglądając na Tomka i dając mu znak ręką aby wstał.
- Dzień Dobry Panie Józku, to ja Tomek….- wypowiedź Tomka była ewidentnie spowolniona i lekko słyszalna. Mieszkaliśmy kilka lat temu w jednym bloku i w tej samej klatce w bloku na Dworcowej. Wie Pan chciałem pomóc koledze w załatwieniu kilka spraw w Urzędzie Marszałkowskim i masz tu….. nagle zakręciło mi się w głowie, koledzy wyszli ze mną na świeże powietrze, wiem że trochę poszliśmy na skróty ………….ale nie było innego wyjścia.
Mówiąc to Tomek wprawdzie wstawał ale powoli i przy pomocy Grzegorza, próbując otrzepać swoje ubranie z kurzu z jego prawej strony.
- A Dzień Dobry Panie Tomeczku, kupę lat. Już wszystko OK czy wzywać pomoc? – spytał Ochroniarz
- Taaak. Już Ok. Obejdzie się bez pogotowia, wiem Pan…. jestem uczulony na pawulon. He, he, he.
Miło Pana widzieć, no i proszę pozdrowić małżonkę. Swoją drogą Panie Tomeczku proszę nie chodzić na skróty, bo to ja będę mieć problemy a nie wy, wiecie góra poprzez kamery widzi wszystko i później dopierdala się do byle co.
- OK, proszę mi wierzyć więcej się to nie powtórzy.
Po chwili Ochroniarz pożegnał się i wrócił do swojego miejsca pracy w Urzędzie Marszałkowskim.
- Idziemy do mnie, musimy pogadać. Wiemy co wiemy, pytanie co z tym zrobimy, a dokładnie co Ty z tym zrobisz?. Milczenie jest złotem więc musimy pogadać o twoim honorarium, ale pamiętaj - za milczenie a nie klepanie jęzorem na prawo i lewo – powiedział Ginter zwracając się do Tomka.
- Nie ma o czym gadać Panowie, to jest moje odkrycie, ja odnalazłem wejście do tego „Metra” na Dworcu Głównym i to mi należy się rozgłos i właściwe podziękowanie. Już widzę te wywiady, kasę za nie, artykuły w gazetach. Kurwa, o czym tu gadać. Trzeba działać. Swoją drogą Panie Ginter…. Mam w dupie Pana kasę. Od tej chwili ja działam samodzielnie i zrobię to, na co mam ochotę. Zrobię to co ustawi mnie i moją rodzinę na lata.
- Widzę że nie zrozumiałeś prostego przekazu. Nie będzie żadnego rozgłosu, żadnych wywiadów, żadnych artykułów. Sprawa zostaje między nami – oznajmił Ginter. Pogadamy o tym w moim biurze – tym razem Ginter powiedział stanowczo, nie pozostawiając złudzeń co do możliwych innych scenariuszy.
Gdy Ginter wypowiedział te słowa w tym samym momencie Grzegorz przystawił Tomkowi lufę pistoletu do jego pleców, dając tym samym znak, że dalsza rozmowa merytoryczna, tak czy inaczej musi przenieść się do biura Gintera. Przez moment stali w milczeniu przed prowizorycznym przejściem dla pieszych na Wakara, akurat paliło się czerwone światło. W tym samym momencie dało się usłyszeć i po chwili zobaczyć samochód Policyjny, jadący na sygnale z włączona syreną. Samochód jechał agresywnie i szybko, chociaż dość pewnie, nie zwalniając przed skrzyżowaniem z Piłsudskiego. Gdy był tuż przed przejściem Tomek postanowił uwolnić się od towarzystwa swoich „kolegów”, chciał przebiec na drugą stronę jezdni krótko przed samochodem policyjnym. W tym celu rzucił się do ucieczki, będąc pewnym że zdąży przed samochodem. Gdy zrobił pierwszy duży krok do przodu jego but utknął między szyną tramwajową a układaną kostką… Zanim zdążył spojrzeć na swoją stopę w celu ustalenia przyczyny blokady jego ciało zostało uderzone z impetem przez nadjeżdżający tramwaj – kurs testowy. Uderzenie było potężne, jego ciało zostało podrzucone do góry i przerzucone na lewą stronę tramwaju w kierunku jezdni, a następnie ponownie uderzone z jeszcze większą siłą przez nadjeżdżający samochód policyjny. Drugie uderzenie nastąpiło, gdy ciało Tomka było w powietrzu na wysokości szyby czołowej. Uderzając w szybę czołową jego ciało wbiło się do środka samochodu, a stłuczona głową szyba zdążyła ją dekapitować. W tej samej chwili ostro zahamował tramwaj jak i samochód policyjny, motorniczy i kierowca wybiegli z pojazdów, widać że byli w szoku, kręcili głowami na znak, że nie wierzą w to co się stało, kucali i krzyczeli na przemian. Widok rozbryzganej krwi i szczątek ludzkich wbitych w samochód i głowy Tomka leżącej gdzieś tam na jezdni był przeraźliwy.
- Kurwa nawet zacząłem go lubić – skwitował Grzegorz
Jakub Piotr Przymęcki
- CDN
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE WZOROWANIE SIĘ LUB KOPIOWANIE ZABRONIONE.


