Obraz widziany przez Listonosza powoli zaczął się stabilizować. Faktycznie pomieszczenie w którym się znajdował było szaro-bure, sufit półokrągły z kilkoma lampami przemysłowymi przymocowanymi po obu stronach ściany. W powietrzu czuć było wilgoć, gdzieś po ścianach widoczne były małe strużki wody które tworzyły na podłodze większe lub mniejsze plamy. Listonosz siedział na krześle, jego ręce i nogi były skrępowane czarnymi trytytkami, ręce przełożone za tył krzesła, nogi podkulone pod krzesło i przypięte dodatkowo do przednich nóżek krzesła. Listonosz próbował wyczuć luz, czy to w rękach czy nogach, aby go zwiększyć i wyślizgnąć jedną z kończyn, jednak opaski były spięte bardzo mocno, na poluzowanie raczej nie było szans.
- No to jak Kris, pogadamy czy mam tobie w tym pomóc. Coś mówiłeś czy mi się wydawało? A więc milczysz bracie, w sumie niczego innego po tobie się nie spodziewałem więc czym chata bogata, zaraz poczęstuję tym co mam, a to jest górna półeczka, towar palce lizać. Jak Kolumbijczyk sprzedawał to płakał. Po tej ambrozji po paru minutach język sam będzie latać jak łopata. Smacznego kolego.
Listonosz ujrzał, jak intruz w tym samym czasie wyjął strzykawkę, nałożył igłę, ukruszył czubek fiolki z przezroczystym płynem i po chwili włożył do fiolki igłę i napełnił nim strzykawkę, Następnie przesunął lekko tłok strzykawki do przodu do momentu wytryśnięcia cieczy i podszedł do Listonosza. Nie mówiąc nic wbił agresywnie igłę w nogę Listonosza i przesunął tłok w dół. W tym samym momencie do intruza zadzwonił telefon. Intruz odebrał połączenie, zostawiając strzykawkę w nodze Listonosza. Odwrócił się i zaczął rozmowę.
- Halo. Tak mam żartownisia. Jest ze mną w Miodówku. Pytasz się kto to jest? Nie uwierzysz Cyngiel, nie uwierzysz. Gość z „jedynki” przefarbował się kilka lat temu i obecnie robi za cywila. No że go upolowałem to szczęście niebywałe. Tak, właśnie go przygotowuję do pogawędki. Jak przyjedziesz pewnie już będę wszystko wiedzieć. No to czekam. Czołem.
W tym samym czasie Listonosz działał instynktownie, szybko nachylił swoją głowę do nogi ze strzykawką i zębami delikatnie ją wyjął, była zahaczona o spodnie. Strzykawka - tak jak myślał, tak jak zakładał, do tego był przecież szkolony, wprawdzie wiele lat temu, ale takich rzeczy się nie zapomina, - miała wygiętą w pół igłę, było to konsekwencja mocnego napięcia mięśni. Igła zamiast przebić tkankę miękką i wbić się w mięsień, wskutek napięcia mięśnia nie przebiła się przez niego lecz wykrzywiła się a siła wbicia strzykawki doprowadziła do wygięcia igły w pół, tym samym ciecz zamiast do ciała Listonosza została wstrzyknięta pod spodnie. Do takiego sposobu obrony jak i wielu innych Listonosz był przygotowywany miesiącami, zanim faktycznie został wysłany na pierwszą misję w ramach „jedynki”. Teraz strzykawkę miał w zębach, w pierwszej kolejności zaczął prostować igłę napierając na nią głową w stronę nogi a następnie, gdy mu się to udało, pocierając ją o spodnie zdjął ją ze strzykawki, którą natychmiast wpuścił między nogi a wyprostowaną igłę schował do ust. Teraz z mgnieniu oka był przygotowany na dalszy krok.
Opowieść Warmińska XXXI
XXXI - II wersja
Listonosz jechał za intruzem zachowując rozsądny duży dystans pomiędzy samochodami. Był przekonany że intruz jedzie do Stawigudy, gdzieś może do jakiegoś domu, firmy - tam gdzie być może intruz zabrał ciało Jana. A nawet jeśli to nie on zabrał ciało przyjaciela to był przekonany, że intruz naprowadzi go na jakiś trop, może w miejscu do którego zmierza intruz zobaczy coś, co da mu jakąkolwiek wskazówkę, potrzebną do odnalezienia ciała Jana. Listonosz skrócił dystans pomiędzy pojazdami krótko przed pierwszymi zabudowaniami Stawigudy, chciał mieć pewność że nie straci intruza z pola widzenia. Samochód terenowy intruza przemieszczał się ul. Olsztyńską, minął jedyne w centrum Stawigudy małe rondo wybudowane gdzieś dwa- trzy lata temu, po chwili minął stację benzynową i dalej jechał w kierunku Olsztynka.
- Dokąd ty kurwa jedziesz? – myślał przejęty Listonosz.
Na wysokości wsi Miodówko intruz skręcił w lewo, wjechał w drogę asfaltową wiodącą przez wieś. Przez wieś jechał bardzo powoli, między innymi dlatego że na drodze był stosunkowo duży ruch, kilka samochodów zaparkowanych na na jezdni blokowało płynny przejazd, ponadto na jezdni leżały obiekty infrastruktury drogowej tzw. „śpiący policjant”. Po chwili pojazdy minęły wieś, na jej krańcu przy wiejskiej kapliczce intruz skręcił w lewo. Droga asfaltowa nagle się skończyła, dalej w las wiodła droga polna biegnącą wzdłuż niewielkiej rzeczki Pasłęka. Samochód intruza oraz Listonosza z każdą sekundą, każdą minutą wjeżdżały dalej głąb lasu, przy czym Listonosz robił to wolniej, chcąc zwiększyć dystans pomiędzy pojazdami , po to aby nie rzucać się intruzowi w oczy.
W miejscu gdzie droga, poprzez wysoki nasyp, przecinała rzekę Pasłęka Listonosz zauważył, że samochód intruza stoi na poboczu, prawdopodobnie zatrzymał się na włączonym silniku, widoczne były włączone czerwone tylne światła. Listonosz postanowił z ostrożności nie zatrzymywać się, przejechał nasyp, minął samochód intruza i gdy był na jego wysokości zauważył ze samochód jest pusty – nie ma w nim kierowcy. Mimo to postanowił jechać dalej i zatrzymać się w miejscu, które nie powinno przyciągać uwagi. Po zatrzymaniu się gdzieś przy gęstych zaroślach wysiadł z pojazdu i udał się szybkim krokiem w kierunku nasypu, tutaj sytuacja nie uległa zmianie, nadal samochód intruza stał bez kierowcy i z włączonym silnikiem. Listonosz postanowił zejść z nasypu w stronę rzeki, był pewien że tylko tam mógł udać się intruz. Gdy był przy samej rzece jego oczom ukazał się stary wodny tunel biegnący w głąb nasypu, na którym przed chwilą się znajdował (tunel wybudowany w latach 30-tych ubiegłego stulecia do szybkiego i kontrolowanego zrzutu wody z jeziora Pluszne do Miodówka i dalej, po to aby zalać drogę Warszawa-Olsztyn, w celach obronnych, sabotażowych etc.). Wejście do tunelu było teoretycznie zakratowane, teoretycznie, albowiem kilka szczebli metalowych zostało wyrwanych, co umożliwiało „wślizgnięcie się” do środka tunelu.
oplus_32
Gdy Listonosz już zamierzał przejść przez niewielki otwór usłyszał z tyłu głos:
- Kogoś Pan szuka?
Gdy próbował się odwrócić i zareagować na niezręczne pytanie poczuł potężne uderzenie w głowę, obraz stracił ostrość, pojawiła się ciemność….
………………………………………………………………………………………………………………...
Pobudka chłopczyku, pobudka… pobudka – Listonosz słyszał jak ktoś krzyczał mu nad głową, przy okazji uderzając go mocno pięścią w twarz. Listonosz zaczął odzyskiwać przytomność, otwierał oczy powoli, obraz jednak nadal pozostawał zamglony – niewyraźny.
- Masz twardy łeb kolego i jak na listonosza jesteś bardzo dobrze zbudowany. Wiesz ile mnie kosztowało wysiłku, aby ciebie tutaj zaciągnąć nieprzytomnego. Kurwa trwało to całą wieczność ale jak widać na załączonym obrazku udało się.
- Gdzie ja jestem – spytał Listonosz.
- Witam w moim królestwie. Dla zaspokojenia twojej ciekawości jesteśmy dokładnie gdzieś pośrodku tunelu zalewowego w Miodówku. Wiesz to taka moja nora - tutaj się chowam przed światem, czasami pomieszkuję, no bo są same plusy - z dala od ludzi, co pozwala mi się wyciszyć no i z daleka od ciekawskich, ale jak widać nie od wszystkich…. No właśnie kolego, jechałeś tyle kilometrów za mną, rozumiem miałeś jakiś konkretny powód, interesuje mnie jaki?
- Powód?. Nic z tych rzeczy, czysty przypadek.
- Przypadki nie istnieją, zwłaszcza w służbach. Ja to wiem, ty też, czyż nie?.
- (…) Jestem Listonoszem, nic więcej…. Pomyliłeś mnie z kimś.
- A ja jestem kurierem DPD, nic więcej. Wiesz, akurat tak się składa, że obaj mamy trochę wolnego czasu, więc pewnie spędzimy go ze sobą. Trochę się bliżej poznamy, powiesz mi dla kogo pracujesz, poznamy swoją granicę bólu, a dokładnie twoją granicę. Wiesz, będziesz gadać jak nakręcony, przypomnisz sobie wszystkie szczegóły ze swojego zasranego życia, nawet to kiedy i w jakich okolicznościach po raz pierwszy waliłeś sobie gruchę.
Mówiąc to Intruz wyjął z szuflady stołu płaską brązowa torbę, rozłożył ja na blacie i zaczął pojedynczo wyjmować schowane w niej noże, skalpele, wiertła etc. Narzędzia nie wyglądały na te przeznaczone do majsterkowania.
Wiesz od samego początku kolego jakoś mi nie pasowałeś, coś w tobie było nie tak. Jak ciebie zobaczyłem na parkingu przed Hotelem już wtedy byłem przekonany, że ta rola listonosza to jakaś ściema, wprawdzie wówczas myślałem że jesteś z Policji a tu taka niespodzianka... No wiesz naprowadził mnie ten tatuaż, który zobaczyłem na twoim przedramieniu, śmierć śmierci.
死の死
Mianowicie gdy ciebie wciągałem do tego pomieszczenia rozerwało tobie rękaw a pod nim był on -woooow - w całej okazałości. Ja to wiem, ten znak jest czymś charakterystycznym, to jest znak rozpoznawczy „elity” bo za taką uchodzi tajna jednostka JW 001. Czyż nie? Jak spałeś trochę pogrzebałem w necie, wykonałem parę telefonów do starych znajomych no i mamy cię - Witaj wśród żywych Kris, bo takie jest twoje prawdziwe imię, prawda?
Obraz widziany przez Listonosza powoli zaczął się stabilizować. Faktycznie pomieszczenie w którym się znajdował było szaro-bure, sufit półokrągły z kilkoma lampami przemysłowymi przymocowanymi po obu stronach ściany. W powietrzu czuć było wilgoć, gdzieś po ścianach widoczne były małe strużki wody które tworzyły na podłodze większe lub mniejsze plamy.
Język "podwórkowy" a wina w rozpadzie pożycia małżeńskiego
Przyczyną rozkładu pożycia są zazwyczaj nie tyle same awantury, ile przyczyny ich występowania. Używanie w polskich domach wulgaryzmów jest tak powszechne, że samo przez się nie może stanowić podstawy do uznania tego zjawiska za przyczynę rozkładu pożycia, zwłaszcza gdy oboje małżonkowie posługują się wobec się takim językiem.
Wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie - I Wydział Cywilny z dnia 24 czerwca 2025 r., I ACa 2349/24
Jakub Piotr PRZYMĘCKI - radca prawny
Grupa Prawna PRZYMECCY
OPOWIEŚĆ WARMIŃSKA - XXXI - Tunele Miodówko
XXXI
Listonosz jechał za intruzem zachowując rozsądny duży dystans pomiędzy samochodami. Był przekonany że intruz jedzie do Stawigudy, gdzieś może do jakiegoś domu, firmy - tam gdzie być może zabrano ciało Jana. A nawet jeśli to nie ten intruz zabrał ciało przyjaciela to był przekonany, że intruz naprowadzi go na właściwy trop, może w miejscu do którego zmierza intruz zobaczy coś, co go naprowadzi, da mu jakąkolwiek wskazówkę potrzebną do odnalezienia ciała Jana. Listonosz skrócił dystans pomiędzy pojazdami krótko przed pierwszymi zabudowaniami Stawigudy, chciał mieć pewność że nie straci intruza z pola widzenia. Samochód terenowy intruza przemieszczał się ul. Olsztyńską, minął jedyne w centrum Stawigudy małe rondo wybudowane gdzieś dwa- trzy lata temu, po chwili minął stację benzynową i dalej jechał w kierunku Olsztynka.
- Dokąd ty kurwa jedziesz – myślał przejęty Listonosz.
Na wysokości wsi Miodówko intruz skręcił w lewo, wjechał w drogę asfaltową wiodącą przez wieś. Przez wieś jechał bardzo powoli, między innymi dlatego że na drodze był stosunkowo duży ruch, kilka samochodów zaparkowanych na jezdni blokowało płynny przejazd, ponadto na jezdni leżały obiekty infrastruktury drogowej tzw. „śpiący policjant”. Po chwili oba pojazdy minęły wieś, na jej krańcu przy wiejskiej kapliczce intruz skręcił w lewo, Listonosz po chwili również. Droga asfaltowa nagle się skończyła, dalej w las wiodła droga polna biegnącą wzdłuż niewielkiej rzeczki Pasłęka. Samochód intruza oraz Listonosza z każdą sekundą, każdą minutą wjeżdżały dalej głąb lasu, przy czym Listonosz robił to już wolniej, chcąc zwiększyć dystans pomiędzy pojazdami , po to aby nie rzucać się intruzowi w oczy.
Gdy Listonosz dojechał do mostu na rzece Pasłęka, zauważył, że samochód intruza stoi zaraz za mostem, prawdopodobnie zatrzymał się na włączonym silniku, widoczne były włączone czerwone tylne światła. Listonosz postanowił z ostrożności nie zatrzymywać się, przejechał więc most, minął samochód intruza i gdy był na jego wysokości zauważył ze samochód jest pusty – nie ma w nim kierowcy. Mimo to postanowił jechać dalej i zatrzymać się w miejscu, z którego nie będzie można go dostrzec. Po chwili wysiadł ze swojego samochodu i udał się szybkim krokiem w kierunku mostu, tutaj sytuacja nie uległa zmianie, nadal samochód stał bez kierowcy i z włączonym silnikiem. Listonosz wszedł pod most, był pewien że tylko tam mógł udac się intruz. Gdy był pod mostem jego oczom ukazał się stary wodny tunel (tunel wybudowany w latach 30-tych ubiegłego stulecia do szybkiego i kontrolowanego zrzutu wody z jeziora Pluszne do Miodówka i dalej, po to aby zalać drogę Warszawa-Olsztyn, w celach obronnych, sabotażowych etc.). Wejście do tunelu było teoretycznie zakratowane, teoretycznie, albowiem kilka szczebli metalowych zostało wyrwanych, co umożliwiało „wślizgnięcie się” do środka tunelu.
Gdy Listonosz już zamierzał przejść przez niewielki otwór usłyszał z tyłu głos:
- Kogoś szukasz cwaniaczku?
Gdy próbował się odwrócić i zobaczyć twarz pytającego poczuł potężne uderzenie w głowę, obraz stracił ostrość, pojawiła się ciemność….
………………………………………………………………………………………………………………..
Pobudka chłopczyku, pobudka… pobudka – Listonosz słyszał jak ktoś krzyczał mu nad głową, przy okazji uderzając go mocno pięścią w twarz. Listonosz zaczął odzyskiwać przytomność, otwierał oczy powoli, obraz jednak nadal pozostawał zamglony – niewyraźny.
- Masz twardy łeb kolego i jak na rzekomego listonosza jesteś bardzo dobrze zbudowany. Wiesz ile mnie kosztowało wysiłku, aby ciebie tutaj zaciągnąć nieprzytomnego. Kurwa trwało to całą wieczność, ale jak widać na załączonym obrazku - udało się.
- Gdzie ja jestem – spytał Listonosz.
- Witam w moim bunkrze. Jesteśmy dokładnie gdzieś pośrodku tunelu zalewowego w Miodówku. Wiesz to taka moja nora, tu przechowuję małe conieco, tutaj mam coś na czarną godzinę, trochę broni, trochę kasy, różne paszporty, tutaj mogę przeczekać trudny moment, no i najważniejsze - tutaj rozpytuję takich skurwieli jak ty, aby się czegoś ciekawego dowiedzieć. A ty możesz mnie obdarzyć kilkoma ciekawymi informacjami, w tym na temat historii Twojego tatuażu na przedramieniu.
Oplus_16908288
Od samego początku kolego jakoś mi nie pasowałeś, coś w tobie było nie tak. Jak ciebie zobaczyłem na parkingu przed Hotelem byłem przekonany, że ta rola listonosza to jakaś ściema, wprawdzie wówczas myślałem że jesteś ze służb a tu taka niespodzianka... No wiesz naprowadził mnie ten tatuaż, który zobaczyłem na twoim przedramieniu przypadkiem. Mianowicie gdy ciebie wciągałem do mojej bazy rozerwało tobie rękaw a pod nim woooow on w całej okazałości. To jest coś charakterystycznego, to jest znak rozpoznawczy elity bo za taką uchodzi tajna jednostka JWoo1. Jak spałeś trochę pogrzebałem w internetach, wykonałem parę telefonów do starych znajomych i mamy cię - Witaj wśród żywych Kris.
Obraz widziany przez Listonosza powoli zaczął się stabilizować. Faktycznie pomieszczenie w którym się znajdował było szaro-bure, sufit półokrągły z kilkoma lampami przemysłowymi przymocowanymi po obu stronach ściany. W powietrzu czuć było wilgoć, gdzieś po ścianach widoczne były małe strużki wody które tworzyły na podłodze większe lub mniejsze plamy.
CDN..........................................
Opowieść Warmińska XXX- Jan
oplus_0
XXX
Listonosz rozpoczął swój kolejny dzień pracy od spóźnienia się… i to prawie 45 minut. To ważny dzień, było to bowiem pierwsze spóźnienie w jego karierze zawodowej listonosza. Zameldował się na poczcie w Stawigudzie w milczeniu, chwycił torbę do przenoszenia listów, włożył do niej stertę listów i kilka przekazów pieniężnych z gotówką przygotowanych przez koleżankę z pracy.
- Ktoś tu ma zły humorek. Zapiłeś czy co? – zapytała Iwona, koleżanka obsługująca interesantów w okienku w budynku poczty.
- Coś w tym rodzaju – odburknął Listonosz, nie mając pomysłu na inną lepszą odpowiedź.
- No, No... jestem pod wrażeniem. A jaka to była okazja, że wypiłeś tyle, że się nawet do pracy spóźniłeś? He, he, he. Dobra nie wnikam, weź torbę i zmykaj w teren, świeże powietrze na pewno Tobie pomoże – rzuciła w celu kontynuacji dialogu, choć tej kontynuacji się już nie doczekała. Listonosz wyszedł pośpiesznym krokiem w milczeniu.
Listonosz wyszedł z budynku poczty i udał się swoim samochodem prosto do Dorotowa.
oplus_0
Gdy przejeżdżał obok Hotelu Galery spostrzegł samochód Policyjny stojący na podjeździe hotelowym, natomiast dwóch Policjantów stało na parkingu hotelowym, oprócz nich na terenie parkingu było jeszcze kilka innych osób, w tym straż pożarna. W tym niewielkim tłumie Listonosz dostrzegł także Zulę.
oplus_2097152
Zatrzymał się, postanowił dowiedzieć się co się dzieje, choć był przekonany, że co do zasady chodzi o Jana- a dokładnie znalezioną jego łódkę przy Hotelu.
- Dzień Dobry Pani Zulu, mam przekaz pieniężny dla Pani i Jana….
- NO to będzie problem...- odparła Zula. Jan nie wrócił na noc do domu, na terenie Hotelu wprawdzie znaleziono jego łódkę, ale jego nie ma….
- Jak to nie ma? Nic nie ma, jego nie ma? – zdziwił się Listonosz.
- NO nie ma, w łódce są jego rzeczy, to jest wędki, ale jego nie ma. Matko Boska oby się tylko nie utopił, wczoraj na jeziorze były fale… Nawet nie chcę o tym myśleć.
Listonosz wiedział, że intruzi zabrali ciało Jana tym samym jego plan spalił zatem na panewce, ciała Jana nie ma i pogrzebu też nie będzie. Kurwa mać, jak to możliwe – krzyknął dając upust zdenerwowaniu.
- Wiesz jestem ciekawa jak znalazła się tutaj jego łódka, przecież on cumował przy dzikiej plaży na wyjeździe w stronę Majd, tam przy slipie. Była nadzieja że Policjanci ustalą kto i kiedy wyciągnął łódkę na brzeg plaży hotelowej, mieli to ustalić na podstawie monitoringu hotelowego, ale podobno ktoś w nocy zabrał nagranie….a ochroniarz nic nie pamięta.
- Jak to zabrał nagranie – zapytał zdziwiony Listonosz?
- No zabrał, ochroniarz hotelowy twierdzi, że nad ranem ktoś wszedł do dyżurki, choć nie pamięta ile osób, nie wie jak wyglądały. Gdy się ocknął, wszystko było na swoim miejscu oprócz urządzenia rejestrującego. To zostało zabrane. Policja podejrzewa że ma to związek z Janem i jego zaginięciem. Mój Boże, aby nic mu się nie stało…
- Policja znajdzie Jana...my znajdziemy Jana. Wszystko będzie dobrze, spokojnie – powiedział Listonosz tonem osoby przejętej, zasmuconej ale z nutą złości….
Pani Zulu proszę to podpisać …. to jest przekaz z ZUS-u dla Pani. Dla Jana przekaże jak już się odnajdzie, a to jest pewne, kwestia czasu. Gdy Listonosz przekazywał pieniądze Zuli kątem oka zauważył, że na podjazd hotelowy wjechał samochód terenowy, duży i obłocony. Ten dźwięk silnika...Listonosz wnet poznał to charakterystyczne "mruczenie", a gdy zauważył dodatkowe światła na dachu był już pewny że to pojazd intruzów. Dreszcz przeszył jego całe ciało, nogi lekko ugięły się w kolanach. Poczuł strach. Samochód zatrzymał się na podjeździe, nie wjechał na parking hotelowy. Po chwili wyszedł z niego kierowca, był to mężczyzna w wieku około 40-45 lat, dobrze ubrany w garnitur koloru ciemno-kremowy, pod marynarką czarny T-shirt, włosy przystrzyżone krótko po bokach, góra dłuższa uczesana na lewy „boczek”, ewidentnie fryzura ukształtowana przy pomocy kremu do stylizacji. Mężczyzna swoim dobrym wyglądem ewidentnie nie pasował do tego samochodu, który nie tylko był leciwy, toporny ale i brudny od błota, prawdopodobnie po jazdach terenowych. Mężczyzna podszedł do Zuli i Listonosza – Dzień Dobry, czy Hotel jest czynny, bo widzę że jest Policja….Straż ?
- Panie ja nie wiem czy czynny, brat mi zaginął, nie wrócił z nocnego wędkowania…. – odparła Zula.
- OK dowiem się w recepcji, swoją drogą proszę się nie martwić, na pewno wszystko będzie dobrze – odrzekł nieznajomy, który po rozmowie z Zulą odszedł na parę metrów, rozejrzał się po terenie Hotelu, chwile postał, ewidentnie przysłuchiwał się pracy Policjantów i wrócił do swojego samochodu. Po chwili ponownie było słychać charakterystyczny głęboki dźwięk silnika, samochód nie odjechał, stał na podjeździe a jego kierowca ewidentnie z kimś rozmawiał przez telefon.
- Przepraszam Panią, Pani Zulu muszę lecieć dalej, zapewniam wszystko będzie dobrze. Jan się znajdzie, zapewniam – rzucił pospiesznie Listonosz.
Podchodząc do samochodu zatrzymał się przy nim, niby coś piszcząc w swoich dokumentach, tak naprawdę chciał podsłuchać rozmowę, niestety gdy się tylko zatrzymał przy pojeździe rozmowa mężczyzny właśnie się skończyła a on sam najpierw powoli wycofał na główną droge a następnie ruszył w kierunku Stawigudy.
Nie zastanawiając się ani przez moment Listonosz pospiesznie wszedł do swojego samochodu i ruszył za intruzem.
CDN.............................
OPOWIEŚĆ WARMIŃSKA - METRO XXIX
- No pięknie, mamy Olsztyńskie Metro albo coś na jego wzór. Kurwa…. Panowie, ile ta informacja jest warta, jak myślicie? Ja pierdolę, co za fart, co za przeżycie, do kogo idziemy z ta informacją, telewizja, radio, prasa czy do samego Premiera?- pytał retorycznie Tomek, będąc wyraźnie podekscytowanym. Przecież to news jest wart fortunę, albo nie…. Musimy eksplorować całość, tam coś musi być schowane,
- Tak złoty pociąg kolego….- rzucił ironicznie Ginter. Co więcej myślę, że musimy wstrzymać się z przekazem tej informacji komukolwiek, musimy o tym pogadać i na pewno nie tutaj. Zapraszam do mnie do Centaurusa – dodał po chwili.
- Po co do biura, tu i teraz trzeba gdzieś dzwonić, póki jesteśmy pierwsi, teraz jest okazja. Czas to pieniądz – denerwował się Tomek.
Tomek wyjął telefon mając zamiar ewidentnie do kogoś zadzwonić. W tym samym momencie Grzegorz uderzył go zamkniętą dłonią w krtań, uderzenie było tak mocne, że Tomek zaczął się dusić i prawie stracił przytomność. Nie był w stanie wydusić słowa, słychać było jedynie charczenie z ewidentnym problemem zaczerpnięcia powietrza. Przed upadkiem na ziemie uchronił go Grzegorz, łapiąc za przód ubrania i umożliwiając mu spokojny siad na ziemi.
- OK kolego, teraz chwilę posiedzisz, zaczerpniesz powietrza i przemyślisz sprawę, czy chcesz gdzieś zadzwonić? OK?- stwierdził Ginter
- OK – pokiwał głową Tomek.
Co tu się wyprawia, co to za burdy, co wy tu robicie i co robiliście wewnątrz budynku? – pytanie dobiegło zza pleców Gintera i Grzegorza. Gdy się odwrócili spostrzegli Ochroniarza budynku, który stał za nimi trzymając w ręku radiotelefon.
- Kolega zasłabł być, może miał zawał, wiec musieliśmy skorzystać z drzwi ewakuacyjnych… To jakiś problem? - zapytał udając zaskoczonego Grzegorz
- Zawał? Jezu….Dzwonie po pogotowie – stwierdził Ochroniarz.
- Po co pogotowie, Koledze już lepiej, prawda…- powiedział Ginter spoglądając na Tomka i dając mu znak ręką aby wstał.
- Dzień Dobry Panie Józku, to ja Tomek….- wypowiedź Tomka była ewidentnie spowolniona i lekko słyszalna. Mieszkaliśmy kilka lat temu w jednym bloku i w tej samej klatce w bloku na Dworcowej. Wie Pan chciałem pomóc koledze w załatwieniu kilka spraw w Urzędzie Marszałkowskim i masz tu….. nagle zakręciło mi się w głowie, koledzy wyszli ze mną na świeże powietrze, wiem że trochę poszliśmy na skróty ………….ale nie było innego wyjścia.
Mówiąc to Tomek wprawdzie wstawał ale powoli i przy pomocy Grzegorza, próbując otrzepać swoje ubranie z kurzu z jego prawej strony.
- A Dzień Dobry Panie Tomeczku, kupę lat. Już wszystko OK czy wzywać pomoc? – spytał Ochroniarz
- Taaak. Już Ok. Obejdzie się bez pogotowia, wiem Pan…. jestem uczulony na pawulon. He, he, he.
Miło Pana widzieć, no i proszę pozdrowić małżonkę. Swoją drogą Panie Tomeczku proszę nie chodzić na skróty, bo to ja będę mieć problemy a nie wy, wiecie góra poprzez kamery widzi wszystko i później dopierdala się do byle co.
- OK, proszę mi wierzyć więcej się to nie powtórzy.
Po chwili Ochroniarz pożegnał się i wrócił do swojego miejsca pracy w Urzędzie Marszałkowskim.
- Idziemy do mnie, musimy pogadać. Wiemy co wiemy, pytanie co z tym zrobimy, a dokładnie co Ty z tym zrobisz?. Milczenie jest złotem więc musimy pogadać o twoim honorarium, ale pamiętaj - za milczenie a nie klepanie jęzorem na prawo i lewo – powiedział Ginter zwracając się do Tomka.
- Nie ma o czym gadać Panowie, to jest moje odkrycie, ja odnalazłem wejście do tego „Metra” na Dworcu Głównym i to mi należy się rozgłos i właściwe podziękowanie. Już widzę te wywiady, kasę za nie, artykuły w gazetach. Kurwa, o czym tu gadać. Trzeba działać. Swoją drogą Panie Ginter…. Mam w dupie Pana kasę. Od tej chwili ja działam samodzielnie i zrobię to, na co mam ochotę. Zrobię to co ustawi mnie i moją rodzinę na lata.
- Widzę że nie zrozumiałeś prostego przekazu. Nie będzie żadnego rozgłosu, żadnych wywiadów, żadnych artykułów. Sprawa zostaje między nami – oznajmił Ginter. Pogadamy o tym w moim biurze – tym razem Ginter powiedział stanowczo, nie pozostawiając złudzeń co do możliwych innych scenariuszy.
Gdy Ginter wypowiedział te słowa w tym samym momencie Grzegorz przystawił Tomkowi lufę pistoletu do jego pleców, dając tym samym znak, że dalsza rozmowa merytoryczna, tak czy inaczej musi przenieść się do biura Gintera. Przez moment stali w milczeniu przed prowizorycznym przejściem dla pieszych na Wakara, akurat paliło się czerwone światło. W tym samym momencie dało się usłyszeć i po chwili zobaczyć samochód Policyjny, jadący na sygnale z włączona syreną. Samochód jechał agresywnie i szybko, chociaż dość pewnie, nie zwalniając przed skrzyżowaniem z Piłsudskiego. Gdy był tuż przed przejściem Tomek postanowił uwolnić się od towarzystwa swoich „kolegów”, chciał przebiec na drugą stronę jezdni krótko przed samochodem policyjnym. W tym celu rzucił się do ucieczki, będąc pewnym że zdąży przed samochodem. Gdy zrobił pierwszy duży krok do przodu jego but utknął między szyną tramwajową a układaną kostką… Zanim zdążył spojrzeć na swoją stopę w celu ustalenia przyczyny blokady jego ciało zostało uderzone z impetem przez nadjeżdżający tramwaj – kurs testowy. Uderzenie było potężne, jego ciało zostało podrzucone do góry i przerzucone na lewą stronę tramwaju w kierunku jezdni, a następnie ponownie uderzone z jeszcze większą siłą przez nadjeżdżający samochód policyjny. Drugie uderzenie nastąpiło, gdy ciało Tomka było w powietrzu na wysokości szyby czołowej. Uderzając w szybę czołową jego ciało wbiło się do środka samochodu, a stłuczona głową szyba zdążyła ją dekapitować. W tej samej chwili ostro zahamował tramwaj jak i samochód policyjny, motorniczy i kierowca wybiegli z pojazdów, widać że byli w szoku, kręcili głowami na znak, że nie wierzą w to co się stało, kucali i krzyczeli na przemian. Widok rozbryzganej krwi i szczątek ludzkich wbitych w samochód i głowy Tomka leżącej gdzieś tam na jezdni był przeraźliwy.
- Kurwa nawet zacząłem go lubić – skwitował Grzegorz
Jakub Piotr Przymęcki
CDN
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE WZOROWANIE SIĘ LUB KOPIOWANIE ZABRONIONE.
Opowieść Warmińska - Metro XXVIII
- Co jest? – spytał Grzegorz.
- Przed nami delikatny prześwit, widzę światło dzienne, bardzo słabe ale jednak. Widzicie? Jedźcie tam ale powoli, może tunel uległ zawaleniu, może tory są nieprzejezdne albo coś w tym rodzaju...
Gdy zbliżali się do promieni światła dziennego, lekko muskających ścian tunelu i ginących gdzieśtam w jego głębi, zorientowali się że tunel jest cały a światło dzienne wchodzi do tunelu nie wskutek zawalenia się sklepienia ale poprzez specjalny otwór prawdopodobnie przeznaczony do wymiany powietrza.W tym samym czasie spostrzegli, że tunel rozszerzał się, coraz bardziej aż ich oczom ukazał się ….. kolejny peron, podobny lub nawet identyczny, jak ten przy dworcu PKP. Po chwili wjechali na niego, choć nie tak szybko jak Pendolino na Dworzec w Krakowie. Ten obraz wywołał u nich poruszenie z dreszczykiem emocji, wiedzieli że mają do czynienia z czymś dużym, dużym projektem tworzącym jedną wielką całość, dużym odkryciem czegoś, co było zorganizowane na dużą skalę i z rozmachem.
- Po co i komu była potrzebna podziemna kolej z peronami, komuniści coś to kombinowali czy co, jak myślisz Ginter? – spytał Grzegorz.
- Nie znam historii tego miasta, ale jakiś czas temu kataryniarz olsztyński, wiecie ten handlujący pamiątkami na Starym Mieście, który oprócz wygrywania melodyjek sprzedaje również książki o Olsztynie, namówił mnie na jedną z jego oferty „Olsztyn- losy w trakcie 20-lecia międzywojennego i w czasie II wojny światowej”. Książki wprawdzie nie czytałem w całości alekilka razy rzuciłem do niej okiem, tak wiecie wybiórczo. No i jak wynikało z ustaleń jej autora okazuje się, że tak przed i w czasie II wojny światowej Olsztyn był bardzo ważnym miejscem dla Niemców. W regionie jak wiemy Niemcy wybudowali Wilczy Szaniec - kwaterę Hitlera, Mamerki - jako kwaterę Dowództwa Sił Lądowych, Lotnisko w Ornecie, Lotnisko w Gryżlinach wykorzystywane dla szkolenia pilotów…. Tego było dużo. Olsztyn według niego miał pełnić rolę LogistikZentrum. Zatem ta budowlajest czymś co zapewne wchodziło w składtego Centrum, czegoś co miało łączyć Dworzec z innymi ważnymi miejscami w Olsztynie. Przecież coś w mieście do sprawowania władzy też było im potrzebne. Tory biegną od Dworca PKP, są położone pod ziemią, pewnie dla bezpieczeństwa osób przemieszczających się z Dworca ….. no właśnie …….do siedziby władz i z powrotem. Wiecie nie zdziwiłbym się, gdyby tunel biegł do czegoś większego, czegoś na wzór dużej miejskiej kwatery, może do pomieszczeń pod Zamkiem?
Cała trójka opuściła drezynę i weszli na peron. Wychodząc z drezyny rozglądali się uważnie. Wszystko wyglądało dość dobrze, chociaż trudno było zauważyć gdzie kończy się ściana a zaczyna podłoga bo wszystko zlewało się w jeden czerwony kolor z racji użytego materiału do budowy peronu jako całości - cegły.
- Tam są schody, idziemy…. – powiedział Ginter wskazując kierunek dalszego marszu.
Przy samych schodach zauważyli napis „AUSFAHRT” i zaraz za nim wąskie schody biegnące ku górze. Nie zastanawiali się ani przez moment, ruszyli nimi w stronę wyjścia. Po chwili dotarli do metalowych drzwi,
- Spróbujmy je otworzyć – rzucił Tomek.
Ginter pociągnął za klamkę, drzwi okazały się oczywiście zamknięte.
- Grzegorz… klamka od drzwi się rusza i one same też mają swój naturalny „luz” to znaczy że ………niekoniecznie zostały zamurowane, może po prostu zostały zamknięte i tyle. Podaj mi swoje kluczyki od samochodu – powiedział Ginter.
Ginter poprosił o kluczyki ponieważ pamiętał, że Grzegorz miał do nich doczepiony mini-scyzoryk, który zakupiony został jeszcze gdzieś na targu w Afganistanie. Scyzoryk posiadał standardowe narzędzia mały nożyk, pilnik otwieracz do butelek oraz szpikulec, składany na trzy razy. Po jego rozłożeniu i zablokowaniu części składowych jego długość przekraczała 15 cm. Idealne narzędzie do sforsowania zamka drzwi wejściowych lub samochodowego. Po kilku ruchach słychać było charakterystyczny „brzdęk” przesuniętej blokady zamka. Ginter spojrzał na kompanów, następnie chwycił za klamkę i popchnął drzwi. Te z trudem ale jednak trochę zostały uchylone.Ich oczom ukazała się płyta pilśniowa będąca tylną częścią jakiegoś mebla, chyba dużej szafy, która dalej blokowała otwarcie drzwi.
- Musimy to przesunąć, bo inaczej nie pójdziemy dalej – rzucił Ginter.
Cała trójka oparła się o drzwi i mocno napierała. Mebel z trudem ale zaczął się przesuwać, przy okazji wydając głośny pisk, będący konsekwencją tarcia nóżek mebla o posadzkę. Gdy pchając drzwi udało im się przesunąć mebel na blisko 40 centymetrów ich oczom ukazał się korytarz będący elementem jakiegoś budynku. Korytarz nie był już tak surowy jak klatka chodowa którą przed chwilą podążali. Ewidentnie był elementem jakiegoś dużego budynku, był zadbany i raczej codziennie użytkowany– ściany wymalowane olejną farbą, posadzka wykonana z betonu, założone i działające nowoczesne oświetlenie. W oddali było słychać jakieś głosy, ewidentnie ktoś zmierzał w ich kierunku. Aby eksploracja terenu mogła trwać dalej, musieli uniknąć spotkania z kimkolwiek. Ginter rozglądał się i wnet zauważył tabliczką z napisem - tym razem po polsku - WYJSCIE EWAKUACYJNE. Bez zastanowienia w iście wojskowym stylu rzucił
– Za mną.
Po wydanej komendzie wszyscy szybkim tempem minęli drzwi, Grzegorz jako ostatni zamknął je, następnie cała trójka przesunęła szafę ponownie pod ścianę, następnie udali się w kierunku zgodnym z tablicą informacyjną. Korytarz wydawał się nie mieć końca, więc w pewnym momencie zaczęli biec tak szybko jak tylko potrafili. Gdy dotarli do rozwidlenia Ginter rozejrzał się w prawo za chwilę w lewo. Droga wyglądała tak samo. Ostatecznie bez większego namysłu wybrał korytarz po jego prawej stronie z racji widocznych drzwi na końcu korytarza z napisem „Wyjście Ewakuacyjne”. Ginter podszedł do drzwi, czuł wyraźnie powiew świeżego powietrza, nie wiedział tylko w jakiej części miasta Olsztyna teraz się znajdują i co zobaczą po drugiej stronie zamkniętych drzwi. Po ponownym wykorzystaniu scyzoryka należącego do Grzegorza i udanym sforsowaniu zamka ostatecznie i te drzwi udało się otworzyć. Po ich otwarciu oczom Gintera i pozostałej dwójki eksploratorów ukazał się w sumie jakże nieoczekiwany obraz - parking zlokalizowany przed Urzędem Marszałkowskim od strony ulicy Kościuszki, blisko 2 kilometry od dworca PKP z którego wyruszyli. Cała trójka opuściła majestatyczny budynek Urzędu Marszałkowskiego wejściem/wyjściem ewakuacyjnym, przy czym nikt nie zwrócił na nich uwagi, tak jakby taka sytuacja była zupełnie normalna. Zycie w mieście dalej się toczyło zupełnie normalnie, i tak jakiś samochód właśnie bez przeszkód wyjeżdżał z parkingu sprzed Urzędu Marszałkowskiego, chodnikiem tuż za parkingiem dalej przemieszczali się ludzie w swoim typowym pędzie dostosowanym do codziennych obowiązków, dalej na placu budowy torowiska w okolicy zaplanowanego przystanku tramwajowego z widocznym napisem – PRZYSTANEK WAKARA kilku pracowników głośno rozmawiało, coś uzgadniali. Tak czy inaczej nikt nie zwracał na nich uwagi.
- My jesteśmy tutaj i patrzymy na Olsztyn z naszej perspektywy, oni są tam i nie wiedzą po czym stąpają – rzucił Ginter. Cała trójka doświadczyła dość dziwnego uczucia, wiedzieli że mają do czynienia z odkryciem na miarę sensacji XXI wieku i oni są częścią tego przedsięwzięcia lecz nikt z przechodniów, nikt z mieszkańców Olsztyna – nie ma pojęcia o tym, co przed chwilą zostało przez nich odkryte, nikt nie ma pojęcia o kolejnej wielkiej tajemnicy Warmii i Mazur.
- Dzień Dobry Panie Ginter – rzucił Tomek wyciągając rękę na przywitanie.
- Dzień Dobry, moment – odpowiedział Ginter, odbierając połączenie telefoniczne. Halo, Grześ mam nadzieję że tam w Dorotowie już posprzątane a ty gotowy na wyzwania nowego dnia… Więc posłuchaj migiem przyjedź na plac budowy nowego dworca PKP, czekam w przejściu podziemnym…. Poczekaj.
- Tunel numer 2 Panie Ginter – wtrącił Tomek
- No właśnie…. Tunel numer 2, masz 10 minut, rozumiemy się? Czekam!
Ginter rozłączył się i spojrzał na Tomka
– Więc co tam kolego. Mam nadzieję że twoja historyjka jest godna mojego czasu.
- Panie Ginter tak jak powiedziałem to coś jest w wejściu podziemnym pod torami, zapraszam. Otwór w ziemi zasłoniłem osobiście, na chwilę obecną nikogo tam nie ma wiec spokojnie możemy obaj dokonać sprawdzenia co to jest.
Po chwili obaj znaleźli się w przejściu podziemnym i po kilku krokach stali już przed ścianą boczną tunelu Nr 2. W tunelu nie było jeszcze posadzki była za to świeża ziemia nawieziona pod wylewkę betonową. Potencjalny otwór do niższej partii tunelu przykryty został płytą paździerzową wielkości otworu drzwiowego.
- Zdejmij tę płytę – powiedział Ginter
Po chwili ich oczom ukazały się niewielkie schodki i cegły wmurowane w otwór przypominający wejście.
- Trzeba to rozpierdolić, aby się przekonać co to jest – powiedział Ginter. Po chwili Tomek zaczął uderzać w cegły a te po kilku uderzaniach zaczęły wpadać do środka otworu.
- o Kurwa, co to jest? Piwnica? – rzekł zdziwiony Tomek.
W tym momencie nadszedł Grzegorz.
- No... No…. Ładna historia, tunel w tunelu, Konserwator jak się o tym dowie wszystko zablokuje i będzie chuj a nie Dworzec – powiedział Grzegorz.
- Nie gadamy, działamy! Grzesiu wejdź jako ostatni i zasłoń otwór płytą.
- Ginter kurwa, mówisz jak rasowy polityk z telewizorni „nie gadamy, działamy” No no, czyżby Nasza spółka w nadchodzących wyborach miałaby Ciebie promować na polityka, może na senatora? Szanowni Państwo przed Wami Senator Ginter HUK- mówiąc to Grzegorz lekko podśmiechiwał się do siebie.
- Wszystko przed nami, zasłaniaj - rzucił Ginter.
Gdy wszyscy weszli do środka a otwór drzwiowy został zasłonięty płytą wewnątrz zapanowała ciemność. Tomek będąc przygotowany na taki scenariusz wyjął z kieszeni latarkę, przekazał ją Ginterowi, natomiast sam włączył latarkę w umieszczoną na swoim kasku. Wszyscy trzej powoli schodzili w dół, korytarz był wąski, jego ściany i sklepienie wykonane zostały z wmurowanych cegieł, które wykorzystane zostały także do wykonania stopni chodowych. Było bardzo wilgotno a w powietrzu, pomimo dającego się zauważyć ruchu powietrza, wyczuwali zapach stęchlizny, pleśni i zwierzęcych trucheł, głównie chyba szczurów. Po przejściu w dół około 25 schodów weszli na coś co przypominało ….. peron, mały podziemny z wąskimi torami tuż przy miejscu przeznaczonym dla „podróżnych”. Po ich lewej stronie peron rozciągał się na około 40 metrów i kończył się, podobnie jak tory, ścianą betonową na szerokość peronu i torowiska, natomiast po ich prawej stronie peron kończył się na podobnej długości, tyle że torowisko biegło dalej w głąb nieoświetlonego tunelu. Przy peronie na torach stały trzy małe drezyny, każda maksymalnie z możliwością zabrania do 8 osób, napędzane były poprzez ruch „kiwajki” w górę i w dół, która mogła być obsługiwana przez dwie osoby, dla których wydzielono dwa osobne miejsca, pozostałe kanapy tak z przodu jak i z tyłu były umieszczone zaraz za siedzeniami przeznaczonymi dla operatorów „kiwajki”.
- O Matko Boska…….. Mamy w Olsztynie prowizoryczne metro. Jedziemy w głąb tunelu czy idziemy pieszo?- spytał zaciekawiony i podekscytowany Tomek
Ginter, podobnie jak Grzegorz, rozglądał się powoli będąc pod wielkim wrażeniem znaleziska, spoglądał na peron raz w jedną stronę raz w drugą i kręcił przy tym głową. Szybko zdał sobie sprawę, że nie jest dobrze, to odkrycie leży w sprzeczności z interesami GEO-Max i innych powiązanych spółek. Odkrycie przyciągnie gapiów, ciekawskich, media i innych żądnych przygód. Plany na potencjalny wykup gruntów ze złożami wanadu lub nawet tytanu, których poszukiwanie wokół Olsztyna jeszcze się nie zakończyło - mogą dostać w łeb, co skutkować będzie milionowymi startami. Konsorcjum GEO zainwestowało już znaczną ilość środków idących w miliony w to przedsięwzięcie, zatem fiasko nie wchodzi w rachubę. Ukrycie tego znaleziska stało się dla Gintera priorytetem.
- Kurwa w takim momencie. Ja pierdolę, jak się dowiedzą media i inni poszukiwacze wrażeń to mamy przepierdolone. Wszyscy będą szukać sensacji, będą szukać aż może dojdą do innych skrywanych tajemnic i osób… Jebany Olsztyn nie pomaga nam, co to za miejsce? Warmńskie Kłodzko kurwa czy coś w tym rodzaju ?!– stwierdził Grzegorz.
- Jest tak jak mówisz, ale na razie nikt nie wie i niech tak zostanie. Wsiadać, zobaczmy co jest dalej – stwierdził Ginter.
Po chwili cała trójka siedziała w drezynie, Grzegorz z Tomkiem chwycili „kiwadło” i zaczęli po woli wprawiać drezynę w ruch. Na początku było trudno, koła choć grubo oblepione smarem były lekko zastałe, zatem te pierwsze obroty kół szły bardzo topornie, choć po kilku metrach hałas wydobywający się spod kręcących się kół był co raz cichszy aż w pewnym momencie zniknął. Cała trójka poruszała się drezyną bardzo powoli, Ginter świecił latarką w głąb tunelu i obserwował tory, był bardzo skupiony i gotowy do wydania komendy STÓJ, gdyby tylko zauważył jakieś niebezpieczeństwo na torach tuż przed lub nad nimi. O dziwo mijały metry, dziesiątki metrów może nawet ujechali kilometr a drezyna bez problemu poruszała się po torach w głąb oświetlonego przez Gintera tunelu. W pewnym momencie Ginter krzyknął – STÓJ!
Urząd Zamówień Publicznych - Krajowa Izba Odwoławcza
Wrzesień 2025r. zakończył się kolejną wygraną przez NAS sprawą w Urzędzie Zamówień Publicznych - Krajową Izbą Odwoławczą w Warszawie.
Tym razem NASZA Kancelaria wniosła odwołanie od rozstrzygnięcia Zamawiającego, zarzucając mu brak ustaleń w zakresie ZMOWY PRZETARGOWEJ, tym samym brak wykluczenia dwójki oferentów i brak odrzucenia ich ofert. Odwołanie zostało uwzględnione w całości.
Przypominam czym jest zmowa przetargowa: I tak przez zmowę przetargową należy rozumieć nieformalną umowę pomiędzy przedsiębiorstwami dotyczącą udziału w przetargu, warunków składania ofert, w szczególności zakresu prac czy ceny. Należy pamiętać, że istota zakazu naruszania wolnej konkurencji jest uregulowana w ustawie o ochronie konkurencji i konsumentów, która wprost zakazuje zawierania porozumień antykonkurencyjnych. Do takich porozumień należy zaliczyć wszelkie porozumienia zawierane pomiędzy przedsiębiorcami (wprost lub w sposób dorozumiany), których celem lub skutkiem jest wyeliminowanie, ograniczenie lub naruszenie w inny sposób konkurencji na rynku właściwym.
radca prawny Jakub Piotr Przymęcki
Operator Publiczny - WYBÓR
Stosownie do postanowień ustawy z dnia 16 grudnia 2010r. o publicznym transporcie zbiorowym organizator przewozów dokonuje wyboru operatora w trybie: ustawy z dnia 11 września 2019 r. - Prawo zamówień publicznych (Dz.U. z 2024 r. poz. 1320) albo zgodnie z art. 22 ust. 1 ustawy, to jest w wyniku bezpośredniego zawarcia umowy. Zawarcie umowy z operatorem wedle tej drugiej opcji, to jest poza ustawą Prawo zamówień publicznych, wcale nie daje organizatorowi pełnej swobody w wyborze operatora.
Mianowicie, tak wybór w ramach ustawy Prawo zamówień publicznych, jak i wybór bezpośredni, wymagają ze strony jednostki samorządu terytorialnego zachowania zasad właściwych dla sektora finansów publicznych, a więc zapewniania działania wyłącznie zgodnego z prawem, oszczędności, transparentności, efektywności i celowości. Innymi słowy każdy podmiot zaliczony do sektora finansów publicznych i dokonujący zakupów, dostaw, usług i robót budowlanych, niezależnie od podstawy prawnej swojego działania jest zobowiązany przestrzegać zasad chroniących środki publiczne. Teza wskazana wyżej znajduje potwierdzenie między innymi w wyroku WSA w Krakowie z 14.06.2016 r., sygn. akt I SA/Kr 281/16.