Opowieść Warmińska - III

III.

Tego dnia Listonosz nie miał zbyt wielu zadań do wykonania. Najwięcej listów poleconych było do rozniesienia do samych Majd na Słoneczne Wzgórze, a więc po okolicy z miejsca zamieszkania Listonosza. Listy były do mieszkańców ulicy Gregora - sąsiadów Listonosza i jeden do niego samego. Były to listy z Zakładu Energetycznego informujące, jak się okazało, o wyłączeniu prądu w przyszły piątek.

- Co jest, wyłączają prąd, za co ja płacę? – obruszył się czytając list kierowany do niego samego jeszcze w drodze do Majd.

- Wyłączają z racji budowy nowej skrzynki i co mnie to obchodzi? I Co tak bez możliwości zapewnienia linii zastępczej? Ciekawe czy zmniejszą opłaty za ten okres, monopoliści….. – czytał i nie krył oburzenia.

- Dobra czas poinformować sąsiadów, ciekawe jaka będzie ich reakcja, już słyszę podobne głosy oburzenia, szlochania i puste zapewnienia że tego tak nie zostawią i że dadzą im popalić, że nie zapłacą ostatniego rachunku, że trzeba powalczyć o rabat a może i karę umowną – myśląc o tym jakoś nieznacznie poprawił mu się humor, tak to już działa jeśli niegroźny problem nie dotyka tylko nas samych lecz także innych i to w większym stopniu uciążliwości.

- Ciekawe czym będą grzali, skoro wszyscy posiadają pompy ciepła a kominki, jeśli są to tylko atrapy - pomyślał.  Ja mam swój piec kaflowy więc dam sobie radę. Pewni wszyscy będą grzać się u mnie, całymi rodzinami a tak żartowali z mojego umiłowania do tradycji – myśląc o tym pojawił się na jego buzi lekki uśmieszek. Jak przyjdą to im to przypomnę – pomyślał.

Po rozniesieniu listów udał się pieszo w kierunku Dorotowa, tam planował złapać busa lokalnego przewoźnika JARO-BUS i wrócić do Stawigudy. Tego dnia jego samochód odmówił posłuszeństwa, staruszek Fiat 125p został odstawiony do mechanika w Wymoju, zatem przez kilak dni skazany był na poruszanie się pieszo i busem na trasie -Dorotowo-Stawiguda-Dorotowo. Rozkład jazdy był na tyle bogaty w kursy ze Stawigudy do Dorotowa i w drugą stronę, że spokojnie można było o właściwym czasie odwiedzić wszystkie niezbędne posesje z jego rewiru i szybko wrócić do placówki w Stawigudzie a po skończonej pracy do domu w Majdach.

Wracając z Majd chodnikiem Majdy-Dorotowo, przypomniał sobie zdarzenie z dnia wczorajszego, przypomniał sobie mgłową twarz i ten szept – POMÓŻ MIIIII……..PRZYNIEŚ GOOOO. Czy to możliwe, czy faktycznie tak było, przecież to jest niedorzeczne, to nie jest możliwe – pomyślał.  Zmęczenie, wytwór mojej wyobraźni? Tak, to się po prostu nie wydarzyło, tego nie było – wmawiał sobie i tłumaczył w najbardziej logiczny sposób.

Dochodząc do mostku nie był jednak już taki pewny siebie, przy mostku widać było unoszącą się nisko nad nim i okolicznym bagnem mgłę, nie mniej wszedł na mostek, zatrzymał się i rozejrzał dookoła.

Tak, to wytwór mojej wyobraźni – pomyślał. Nie ma i nigdy to się nie wydarzyło, mgła z twarzą dziewczyny, mój Boże co jeszcze moja wyobraźnia mi podsunie.

Mgłowa Dziewczyno, pokaż się jeśli istniejesz – krzyknął tak chyba dla żartu i nabrania pełnego przekonania o nieprawdziwości tego co zostało zapisane w jego pamięci.

Co mam tobie przynieść….. jak mam pomóc? – powiedział głośno lecz raczej do siebie, przy okazji wzruszając ramionami i lekko się przy tym uśmiechając. Raczej nie oczekiwał odpowiedzi, bo przecież nie mogło jej być. Brak jakiejkolwiek reakcji, kogokolwiek lub czegokolwiek, nie żeby go uspokoiło ale raczej utwierdziło w przekonaniu że to co rzekomo widział to wytwór jego wyobraźni. Poszedł dalej w kierunku Dorotowa, tam miał do doręczenia jeden list – na plebanię.

Przy sklepie „Bartek” spotkał Panią Zulę. Zula była mieszkanką Dorotowa w wieku 50 plus. Pracowała na plebani, do jej obowiązków należało utrzymanie czystości w kościele parafialnym, na plebani oraz przygotowywanie posiłków dla księdza proboszcza. Takie były oficjalne warunki umowy o pracę, ale trzeba podkreślić że Pani Zula była kimś więcej na plebani niż tylko gosposią, można powiedzieć że była głosem parafii, głosem lokalnych mieszkańców. Ksiądz proboszcz mając świadomość szerokich znajomości Pani Zuli, przecież w okolicy wszyscy ją znali, oraz tego że często i dużo rozmawia z mieszkańcami parafii, czy to w sklepie, czy to w trakcie sprzątania kościoła, czy to w autobusie do Olsztyna lub Stawigudy, często konsultował z nią swoje decyzje, począwszy od tych poważnych związanych z inwestycjami w parafii, po te prozaiczne, jak wystrój kościoła podczas świąt Wielkanocnych lub Bożego Narodzenia. Ksiądz proboszcz chciał znać stanowisko Pani Zuli, bo wiedział że jej stanowisko jest faktycznie głosem lokalnej społeczności.

-Halo Pani Zulu, mam przesyłkę dla księdza proboszcza, czy odbierze ją Pani?

- Dzień Dobry, oczywiście. A kto tam znowu zawraca głowę naszemu proboszczowi? – spytała.

- Niech spojrzę. No tak z Kurii Warmińskiej, odbiera ją Pani?

- Z Kurii Warmińskiej, o Matko Przenajświętsza, czego oni chcą, mam nadzieję że nie zabierają nam proboszcza?

- A dlaczego mieli by zabrać- spytał Listonosz zaciekawiony.

- No jak dlaczego, latem wymienili wszystkich proboszczów w okolicy, byliśmy z proboszczem przekonani że i jego czas tutaj się skończył i jego zabiorą. Matko Chrystusowa, tylko nie to – mówiąc to zabrała list, odwróciła się i oddała pierwsze kroki w kierunku plebani.

-Pani Zulu, poczeka Pani. Tak jakoś mi niezręcznie o to pytać ale skoro mieszka Pani w Dorotowie od urodzenia, czy widziała Pani tutaj kiedykolwiek coś dziwnego?

-   Coś dziwnego, tak wiele razy. Też mi pytanie.

- Tak, a co dokładnie? – dopytywał Listonosz

- Na przykład cudaków z Warszawy, którzy rano przy okazji zakupów piją pod sklepem jak żule, trzymając w ręku butelki z piwem lub małpki a jednocześnie podjeżdżają pod sklep bardzo drogimi samochodami i pewnie chodzą do pracy w białych koszulach z krawatem. A te ich żoneczki, jedną taką to latem widziałam w upał 40 stopniowy, przyszła do sklepu futrze, rozumie Pan, w futrze i czapce z lisa! Inny zaś miał wytatuowane oczy, mój Boże, OCZY, rozumie Pan? Wyglądał jak diabeł. Okropności. Fuj – mówiąc to splunęła odruchowo na chodnik.

- Nie o to mi chodzi, czy widziała Pani coś magicznego, coś nienaturalnego, na przykład ducha?

- No wiem Pan, za kogo Pan mnie uważa, w duchy to dzieci wierzą.

- Ok nie było pytania – Listonosz próbował zakończyć rozmowę, która jak widział nic mu nie dała. Do widzenia, do jutra – rzucił na koniec i ruszył w kierunku przystanku. Gdy się oddalał od Zuli słyszał jeszcze jak mówiła do siebie i się śmiała

– Duchy, coś podobnego. Mój dziadek widział podobno ducha, no ale on był stary i zdziwaczały a ty jesteś jeszcze młody Listonoszu i normalny– mówiąc to śmiała się do siebie.

- Dziadek, a co widział – Listonosz mówiąc to zatrzymał się a następnie szybkim krokiem wrócił do Zuli.

- A co on tam miał widzieć, mówił tylko że z mgły wyłonił się obraz przecudownej dziewczyny, czy coś takiego. Wiesz ja byłam wtedy bardzo mała, nie pamiętam dokładnie wszystkiego. Pamiętam jak mówił mojej matce że dziewczyna ta najpierw patrzyła na niego a później prosiła aby on jej coś przyniósł, nie pamiętam co to miało być. Później rozmywała się w tej mgle, która zawsze wędrowała nad Hertę. O tego momentu dziadek każdego dnia wysiadywał na ganku i długo wpatrywał się w wyspę mamrocząc coś że nie może tego uczynić bo to świętokradztwo. Natomiast pod wieczór wypływał na jezioro w stronę Herty i wracał po około godzinie. Nie rozmawiał o niczym więcej jak tylko o tej dziewczynie i że nie może dla niej tego zrobić, ale skoro nikt mu nie uwierzył to w pewnym momencie zamknął się w sobie. Kilka tygodni później, gdy znowu wypłynął naszą łódką na jezioro, pogoda była iście sztormowa. Było już dość późno, wiatr przeraźliwy, fale na jeziorze były duże, bardzo duże jak na nasze jezioro. Jak wypływał sąsiadka go widziała chyba jako ostatnia, krzyczała żeby zawrócił ale on nie reagował, chyba nie słyszał. Wpłynął łódką w mgłę i zniknął. Podobno łódka dziadka przechyliła się na fali a on sam z niej wypadł. Nigdy dziadka nie odnaleziono, została tylko łódka, która po kilku godzinach sama wróciła na brzeg w Dorotowie. Ot taka historia o starym i zdziwaczałym człowieku. Matko, jak ja się rozgadałam, a obiad sam się nie ugotuje – mówiąc to ruszyła szybkim krokiem w stronę plebani.

…….CDN……..

Od AUTORA: Zbieżność nazwisk, imion, miejsc i nazw przypadkowa, cała historia jest wyłącznie wymysłem autora na potrzeby opowieści.

 

Opowieść Warmińska - II

II.

Dom Listonosza położony był na „Słonecznym Wzgórzu”, gdzieś pośród nowoczesnej zabudowy. Zdecydowanie wyróżniał się od innych domów, przy czym ta odmienność polegała na tym, że wszystkie okoliczne domy były nowymi i nowoczesnymi rezydencjami z dużymi zagospodarowanymi działkami, natomiast dom Listonosza to była zabudowa prawdziwie warmińska, dom pochodził z 1905r. pobudowany został przez pradziadka Listonoszowej, następnie przechodził z rąk do rąk w ramach jednej rodziny, to jest z dziadka i ojca Listonoszowej a później na nią samą. Dom był parterowy z użytkowym poddaszem, cały oczywiście z czerwonej cegły z zieloną stolarką okienna i drzwiową.  Wszystkie elementy tego domu zostały zachowane w stanie oryginalnym, trochę to kosztowało czasu i pieniędzy, natomiast efekty tej renowacji są widoczne gołym okiem, robiły i robią wrażenie na każdym kto ich dom odwiedza. Najcenniejszym wyposażeniem domu jest piec kaflowy, postawiony wraz z domem z materiału pochodzącego z Fabryki Grochowskiego, polskiego przedsiębiorcy posiadającego zakład w Radomsku. O pochodzeniu kafli mają świadczyć napisy na 3 kaflach, dwóch z boku i jednego z przodu, gdzie zamiast ozdobnych reliefów napis „I Chrześcijańska Fabryka KAFLI”

- Późno dzisiaj wróciłeś – stwierdziła Listonoszowa. Dzieci już zjadły, jednak coś dla ciebie zostawiły, ledwo uratowałam – mówiąc to spojrzała na Listonosza i lekko się uśmiechnęła.

- Nie jestem głodny – odpowiedział. Wiesz…. W głosie Listonosza dało się wyczuć zdenerwowanie.

- Przestań, jest to co lubisz – mówiąc to nakładała mu na talerz pierogi z grzybami i kapustą.

- Wiesz, dzisiaj jak wracałem chodnikiem coś widziałem… coś lub kogoś…

- Nie gadaj, jedz, zobacz sama zrobiłam głuptasie.

- Sama?

-Tak sama, a co zdziwiony, wróciłam wcześniej z pracy i zrobiłam. Jedz póki ciepłe.

Listonoszowa pracowała w Olsztyńskim Ratuszu w Wydziale Inwestycji, była kierowniczką Sekcji od olsztyńskich tramwajów. Olsztyński Ratusz wydzielił tę sekcję z momentem rozpoczęcia inwestycji dotyczącej linii 1, 2 i 3. Dzisiaj Sekcja pilotuje budowę kolejnych linii 4 i 5. Lubiła tę pracę, realizacja inwestycji wszelkiego rodzaju to praca wymierna, wymierność jest widoczna gołym okiem dla wszystkich.

- Wiesz – ciągnęła dalej Listonoszowa- Chyba zrezygnuję z pracy w Ratuszu, tam jest coraz gorzej. I te tajemnice…. Nie mogę dłużej milczeć, muszę to komuś powiedzieć i zrzucić z siebie ten ciężar.

- Jakie tajemnice? Zawsze mówiłaś że problemy z tramwajami to wykonawcy, wykonawcy i jeszcze raz pieniądze. O co chodzi? – ciągnął Listonosz jakby zapominając o czym chce powiedzieć żonie.

- Tak tajemnice. Wyobraź sobie  że dzisiaj przeglądając dokumenty, wiesz faktury, sprawozdania ze stopnia zaawansowania robót, wnioski wykonawcy i oświadczenia podwykonawców, zobaczyłam notatkę z budowy. Niby nic, takie notatki to codzienność tyle że ta była trochę inna, sporządzona i podpisana tylko przez 4 osoby, Prezydenta Grzyba, Prezesa Spółki BUDPOL (realizującej projekt,) dalej przez głównego geodetę projektu i głównego geologa projektu. W treści notatki znalazło się stwierdzenie że notatka jest objęta klauzulą tajności.

- No i – przerwał Listonosz.

- Poczekaj, najważniejsze dopiero przed tobą, wyobraź sobie że budowana właśnie estakada tramwajowa na ul. Krasickiego jest realizowana w strefie występujących tam wód geotermalnych. Normalnie występują na głębokości 1500 lub 2000 metrów może głębiej, te występują już na głębokości około 300-500 metrów pod warstwą ziemi. Mało tego temperatura wody to blisko 95 stopni, tyle co w Koninie, tyle że tam takie źródła geotermalne są bardzo głęboko.

No i co z tego kobieto, co z tego wynika- pytał zniecierpliwiony Listonosz – Geotermia przypomina mi temat Lidzbarka Warmińskiego, tam też podobno były gorące źródła a teraz pozyskiwaną wodę o temperaturze 20 Celcjusza trzeba podgrzewać metodą tradycyjną, piecem na węgiel lub drzewo.

- Nie rozumiesz, Olsztyn leży na żyle złota, gorące źródła to energia, to tani prąd, to tanie ogrzewanie domów, to baseny, kurort, toooo….. no wiesz to jest szansa dla Olsztyna… A oni chcą to ukryć.

- Kto

- Oni, Grzyb i wykonawca.

- Skąd wiesz że chcą to ukryć, skoro to taka dobra informacja to trzeba się tym pochwalić mediom i mieszkańcom.

- Nikt nie chce się tym chwalić. Grzyb chce budować tramwaje za wszelką cenę, ten projekt traktuje prawie jak swoje dziecko, dzieło życia, chodzi przy tym, żyje tym od rana do wieczora.. Tramwaje to wszystko co go obchodzi. Geotermia, badania, odwierty to wszystko wstrzymałoby roboty a może nawet okazałoby się że na określonym terenie nie można budować linii, być może nawet i część bloków mieszkalnych należałoby wyburzyć pod nową inwestycję. Wstrzymanie robót, zaniechanie ich realizacji to widmo przepadku pieniędzy z projektów unijnych, których Olsztyn tak potrzebuje. Geotermia to same problemy dla niego, to zmiana strategii rozwoju Olsztyna. Jak tylko zapoznałam się z ta notatką poszłam do niego z pytaniem co robimy czy będą jakieś zmiany do harmonogramu prac. O Boże….. Jaka ja byłam głupia, po co ja tam poszłam!. Jak tylko zaczęłam mu o tym mówić że znalazłam notatkę i tak dalej najpierw zmarszczył brwi, przez chwilę milczał, następnie kazał mi oddać tę notatkę i stwierdził że to nieporozumienie. Po co mi Pani zawraca głowę taki bzdurami. Kazał mi o tym zapomnieć i nigdy do tego nie wracać. I co ja mam teraz zrobić, powiedz co byś zrobił na moim miejscu?

 

 

…….CDN……..

Od AUTORA: Zbieżność nazwisk, imion, miejsc i nazw przypadkowa, cała historia jest wyłącznie wymysłem autora na potrzeby opowieści.

 

Opowieść Warmińska - Jakub Piotr Przymęcki

                                                                                   OPOWIEŚĆ WARMIŃSKA     

  1. PIERŚCIEŃ

 

Tego roku jesień przyszła dość szybko i nieoczekiwanie. Korony jarząbiu pospolitego w Majdach już pod koniec lipca zaczęły robić się żółto-czerwone, kolor żółty – bo liście szybko zaczęły wysychać na mocnym letnim słońcu, kolor czerwony - bo korale jarzębiny jakoś szybko dojrzały i rzucały się w oczy mieszkańcom i letnikom tej miejscowości. Mamy początek września a tu pogoda jakby taka listopadowa, mokro chłodno i ta mgła… mgła która spowiła całe Dorotowo, Majdy i jezioro Wulpińskie. Gęsta i biała jakby swój początek brała z Wyspy Herta, tam wydawała się być największa. Listonosz tego dnia wracał do domu w Majdach dość późno, porównując oczywiście ten dzień do każdego innego dnia jego pracy, które były tak podobne do siebie. Listonosz pracował na poczcie w Stawigudzie, nie pracował jednak stacjonarnie lecz w terenie, jego zadanie to dostarczanie wszelkiego rodzaju korespondencji dla mieszkańców przypisanego mu rewiru: Dorotowo, Majdy, Kręsk. Dla każdego przeciętnego człowieka praca ta mogła wydawać się taka nudna - ale nie dla niego. Praca z ludźmi, te wizyty domowe, rozmowy przy płocie, bramie lub w drzwiach odwiedzanego domu. To było to, to było coś co go napędzało, coś co dawało mu motywację do działania, uwielbiał te rozmowy, niby o niczym a jednak coś w nich było, coś co dawało mu radość i satysfakcję.

Czy miałem coś kupić na kolację? – pomyślał. Nie, na pewno nie, przecież rano było wszystko czego nam potrzeba, był chleb zakopiański, kawa herbata, miód z wielkopolski dla dzieci, serek z piątnicy, powidła a oprócz tego Listonoszowa obiecała dzisiaj po pracy zrobić małe zakupy w Lewku w Tomaszkowie, takie tam bieżące. Spokojnie, kolacja i śniadanie będą więc ogarnięte.

Listonosz podążał pieszo do swojego domu chodnikiem wzdłuż drogi Dorotowo-Mady-Kręsk. Słońce dopiero co zaszło, zatem powoli robiło się ciemno.  Szedł wolno i nie dlatego że był lekko zmęczony, ale dlatego że codziennie podziwiał przyrodę i widok na Jezioro Wulpińskie, a ten był naprawdę niepowtarzalny.

 

 

Obrazki lokalnego krajobrazu były mu tak znajome, widywał je przecież codziennie, a jednak wpatrywał się we wszystko to co go otaczało jakby widział to po raz pierwszy. W momencie gdy mijał wybudowany na ciągu pieszym mostek, taki niewielki  na małym skręcie i tuz obok roztaczających się bagien usłyszał szept…. Nie był pewien jaka jest treść wypowiedzi, nie wiedział od kogo pochodzi ale zdecydowanie ktoś coś mówił tylko bardzo cicho… Kto tam - zapytał, Czy mogę jakoś pomóc? Wypowiadając te słowa rozglądał się uważnie dookoła, obrócił się raz w prawo raz w lewo, spoglądał na pobliską nieskoszoną łąkę i pobliskie bagna sięgające niemalże chodnika, porośnięte sitowiem, brzozami, wierzbą,  na których występowały także uschnięte konary starych drzew.

Wydawało się że ktoś kto szepcze jest tuż obok Listonosza, ale to nie było możliwe, bo na chodniku był tylko on sam, on i ta mgła….. która gęstniała z każdą chwilą. W pewnym momencie poczuł jak ktoś lub coś szepcze mu wprost do ucha - PIERSCIEŃ, PIERSCIEŃ mój PIERSCIEŃ – PRZYNIEŚ GO, PRZYNIEŚ GOOOO……. Szept pojawiał się raz z prawej strony głowy raz z lewej, wyglądało to tak jakby kilka osób, które stały wokół Listonosza, prawie że jednocześnie wypowiadało te same słowa.

Listonosz przeraził się. Przecież to niemożliwe – pomyślał. Nikogo tu nie ma a jednak ktoś lub coś szepcze mu do ucha. Listonosz jako człowiek prawie 50 letni ostatni raz tak bardzo jak teraz bał się w wieku młodzieńczym, wtedy gdy miał prawie 16 lat i zobaczył przy bramie cmentarnej cmentarza w swoim rodzinnym mieście DUCHA, tak przynajmniej to opisywał w swoich opowieściach w trakcie spotkań rodzinnych lub ze znajomymi.

PRZYNIEŚ GOOOOO………… PRZYNIEŚ GOOOOOOO…………..PRZYNIEŚ GOOOOOO……………. Szept nasilał się, głowa Listonosza była pełna tej wypowiedzianej frazy. Oszalałem? Chyba nie, przecież potrafię myśleć trzeźwo, słyszę te głosy, boję się a zarazem nikogo nie widzę. Kto tu jest – krzyknął. Co to za żarty, pokaż się żartownisiu - wrzasnął z całych sił. W tym momencie jego oczom ukazała się biała twarz, twarz młodej dziewczyny z długimi białymi włosami, jakby narysowanej, jakby stworzonej przez otaczającą go mgłę, która zgęstniała jak nigdy dotąd. Twarz młodej dziewczyny stworzona przez mgłę była na wysokości jego twarzy i w bardzo bliskiej odległości, na tyle bliskiej że mógł zauważyć niespotykaną regularność i proporcjonalność wszystkich elementów tego zjawiska.

Listonosz wpatrywał się w mgłową twarz,  stał nieruchomo, nie potrafił wydobyć z siebie słowa,  gdy wtem usłyszał - Hejka, podrzucić cię do domu? No co tak stoisz jak wryty, wskakuj. Listonosz zauważył Sołtysa wracającego samochodem z sesji Rady Gminy w Stawigudzie, gdzie procedowano nowy plan zagospodarowania przestrzennego dla terenu, na którym ma powstać nowy hotel.

No wskakuj, ile mam czekać - stwierdził zniecierpliwiony.

Listonosz spojrzał na sołtysa, następnie ponownie przed siebie, ale mgłowej twarzy już nie było.

 

 

…CDN…

Opowieść Warmińska - Jakub Piotr Przymęcki

                                                                                     OPOWIEŚĆ WARMIŃSKA     

  1. PIERŚCIEŃ

 

Tego roku jesień przyszła dość szybko i nieoczekiwanie. Korony jarząbiu pospolitego w Majdach już pod koniec lipca zaczęły robić się żółto-czerwone, kolor żółty – bo liście szybko zaczęły wysychać na mocnym letnim słońcu, kolor czerwony - bo korale jarzębiny jakoś szybko dojrzały i rzucały się w oczy mieszkańcom i letnikom tej miejscowości. Mamy początek września a tu pogoda jakby taka listopadowa, mokro chłodno i ta mgła… mgła która spowiła całe Dorotowo, Majdy i jezioro Wulpińskie. Gęsta i biała jakby swój początek brała z Wyspy Herta, tam wydawała się być największa. Listonosz tego dnia wracał do domu w Majdach dość późno, porównując oczywiście ten dzień do każdego innego dnia jego pracy, które były tak podobne do siebie. Listonosz pracował na poczcie w Stawigudzie, nie pracował jednak stacjonarnie lecz w terenie, jego zadanie to dostarczanie wszelkiego rodzaju korespondencji dla mieszkańców przypisanego mu rewiru: Dorotowo, Majdy, Kręsk. Dla każdego przeciętnego człowieka praca ta mogła wydawać się taka nudna - ale nie dla niego. Praca z ludźmi, te wizyty domowe, rozmowy przy płocie, bramie lub w drzwiach odwiedzanego domu. To było to, to było coś co go napędzało, coś co dawało mu motywację do działania, uwielbiał te rozmowy, niby o niczym a jednak coś w nich było, coś co dawało mu radość i satysfakcję.

Czy miałem coś kupić na kolację? – pomyślał. Nie, na pewno nie, przecież rano było wszystko czego nam potrzeba, był chleb zakopiański, kawa herbata, miód z wielkopolski dla dzieci, serek z piątnicy, powidła a oprócz tego Listonoszowa obiecała dzisiaj po pracy zrobić małe zakupy w Lewku w Tomaszkowie, takie tam bieżące. Spokojnie, kolacja i śniadanie będą więc ogarnięte.

Listonosz podążał pieszo do swojego domu chodnikiem wzdłuż drogi Dorotowo-Mady-Kręsk. Słońce dopiero co zaszło, zatem powoli robiło się ciemno.  Szedł wolno i nie dlatego że był lekko zmęczony, ale dlatego że codziennie podziwiał przyrodę i widok na Jezioro Wulpińskie, a ten był naprawdę niepowtarzalny. Obrazki lokalnego krajobrazu były mu tak znajome, widywał je przecież codziennie, a jednak wpatrywał się we wszystko co go otaczało jakby widział to po raz pierwszy. W momencie gdy mijał wybudowany na ciągu pieszym mostek, taki niewielki  na małym skręcie i tuz obok roztaczających się obok chodnik bagien usłyszał szept…. Nie był pewien jaka jest treść wypowiedzi, nie wiedział od kogo pochodzi ale zdecydowanie ktoś coś mówił tylko bardzo cicho… Kto tam - zapytał, Czy mogę jakoś pomóc? Wypowiadając te słowa rozglądał się uważnie dookoła, obrócił się raz w prawo raz w lewo, spoglądał na pobliską nieskoszoną łąkę i pobliskie bagna sięgające niemalże chodnika, porośnięte sitowiem, brzozami, wierzbą,  na których występowały także uschnięte konary starych drzew.

Wydawało się że ktoś kto szepce jest tuż obok Listonosza, ale to nie było możliwe, bo na chodniku był tylko on sam, on i ta mgła….. która gęstniała z każdą chwilą. W pewnym momencie poczuł jak ktoś lub coś szepcze mu wprost do ucha - PIERSCIEŃ, PIERSCIEŃ mój PIERSCIEŃ – PRZYNIEŚ GO, PRZYNIEŚ GOOOO……. Szept pojawiał się raz z prawej strony głowy raz z lewej, wyglądało to tak jakby kilka osób, które stały wokół Listonosza, prawie że jednocześnie wypowiadało te same słowa.

Listonosz przeraził się. Przecież to niemożliwe – pomyślał. Nikogo tu nie ma a jednak ktoś lub coś szepcze mu do ucha. Listonosz jako człowiek prawie 50 letni ostatni raz tak bardzo jak teraz bał się w wieku młodzieńczym, wtedy gdy miał prawie 16 lat i zobaczył przy bramie cmentarnej cmentarza w swoim rodzinnym mieście DUCHA, tak przynajmniej to opisywał w swoich opowieściach w trakcie spotkań rodzinnych lub ze znajomymi.

PRZYNIEŚ GOOOOO………… PRZYNIEŚ GOOOOOOO…………..PRZYNIEŚ GOOOOOO……………. Szept nasilał się, głowa Listonosza była pełna tej wypowiedzianej frazy. Oszalałem? Chyba nie, przecież potrafię myśleć trzeźwo, słyszę te głosy, boję się a zarazem nikogo nie widzę. Kto tu jest – krzyknął. Co to za żarty, pokarz się żartownisiu - wrzasnął z całych sił. W tym momencie jego oczom ukazała się biała twarz, twarz młodej dziewczyny z długimi białymi włosami, jakby narysowanej, jakby stworzonej przez otaczającą go mgłę, która zgęstniała jak nigdy dotąd. Twarz młodej dziewczyny stworzona przez mgłę była na wysokości jego twarzy i w bardzo bliskiej odległości, na tyle bliskiej że mógł zauważyć niespotykaną regularność i proporcjonalność wszystkich elementów tego zjawiska.

 

 

…CDN…

Prawnik Na Sygnale - Decyzja o Warunkach Zabudowy.

Decyzję o warunkach zabudowy wydaje, z zastrzeżeniem ust. 3, wójt, burmistrz albo prezydent miasta po uzgodnieniu z organami, o których mowa w art. 53 ust. 4, i uzyskaniu uzgodnień lub decyzji wymaganych przepisami odrębnymi.

Decyzje o warunkach zabudowy na terenach zamkniętych wydaje wojewoda.

Wydanie decyzji o warunkach zabudowy jest możliwe jedynie w przypadku łącznego spełnienia następujących warunków:

1)

co najmniej jedna działka sąsiednia, dostępna z tej samej drogi publicznej, jest zabudowana w sposób pozwalający na określenie wymagań dotyczących nowej zabudowy w zakresie kontynuacji funkcji, parametrów, cech i wskaźników kształtowania zabudowy oraz zagospodarowania terenu, w tym gabarytów i formy architektonicznej obiektów budowlanych, linii zabudowy oraz intensywności wykorzystania terenu;

2)

teren ma dostęp do drogi publicznej;

3)

istniejące lub projektowane uzbrojenie terenu, z uwzględnieniem ust. 5, jest wystarczające dla zamierzenia budowlanego;

4)

teren nie wymaga uzyskania zgody na zmianę przeznaczenia gruntów rolnych i leśnych na cele nierolnicze i nieleśne albo jest objęty zgodą uzyskaną przy sporządzaniu miejscowych planów, które utraciły moc na podstawie art. 67 ustawy, o której mowa w art. 88 ust. 1;

5)

decyzja jest zgodna z przepisami odrębnymi;

6)

zamierzenie budowlane nie znajdzie się w obszarze:

a)

w stosunku do którego decyzją o ustaleniu lokalizacji strategicznej inwestycji w zakresie sieci przesyłowej, o której mowa w art. 5 ust. 1 ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. o przygotowaniu i realizacji strategicznych inwestycji w zakresie sieci przesyłowych (Dz.U. z 2021 r. poz. 428784 i 922), ustanowiony został zakaz, o którym mowa w art. 22 ust. 2 pkt 1 tej ustawy,

b)

strefy kontrolowanej wyznaczonej po obu stronach gazociągu,

c)

strefy bezpieczeństwa wyznaczonej po obu stronach rurociągu.

(vide: art. 60 i 61 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym)
Decyzja o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu dotycząca działki przesądza o charakterze budowlanym tego terenu. Dlatego późniejszy podział tej działki na działki mniejsze jest bez znaczenia dla jej charakteru (vide: wyrok Naczelny Sąd Administracyjny I FSK 1396/16 z 11 października 2018 r.)
Mecenas - Jakub Piotr Przymęcki
(źródło LEGALIS) 

Prawnik Na Krańcu Polski - zdjęcia 2022 nowa odsłona

ROK 2022 - To Wielka Rzecz